czwartek, 9 października 2014

Rozdział 16

Po obudzeniu strasznie bolała mnie głowa. Nie wiele pamiętałam z wczoraj. Byłam na imprezie... pobiłam Zayan'a... opowiedziałam historię o mnie Niall'owi... pocałowałam blondasa... O JA PIERDOLE!! Nigdy więcej! Szybko zerwałam się z łóżka. Harry smacznie spał na podłodze. Po cichu wymknęłam się z pokoju i poszłam na dół na korytarz. Wzięłam z szafki moją ukrytą torebkę. Kupiłam sobie "torebkę ratunkową" i właśnie teraz jej potrzebuję. Wzięłam do ręki telefon. Jak dobrze, że zdążyłam doładować kartę. Harry na szczęście zostawił swój telefon na ławie w salonie. Odblokowałam, znalazłam numer do Niall i przepisałam. Jednak coś zwróciło moją uwagę. Na tapecie było zdjęcie uśmiechniętej dziewczyny, trzymającej papierosa w dłoni. A tą dziewczyną byłam ja! Zapisałam sobie przy okazji numer Harrego, Liama, Louis'a i Zayan'a. Nie wiem po co, ale tak na wszelki wypadek. Odłożyłam telefon z uśmiechem. Już nie miałam ochoty dzwonić do niebieskookiego. Poszłam do kuchni i od razu przeszukałam szafki. Ból był coraz bardziej nie do zniesienia. Ale tych cholernych leków nigdzie nie było! Zrobiłam sobie kawę i usiadłam przy stoliku. Postanowiłam, że poczekam na Harrego. Jednak wczorajszy wieczór był bardzo wykańczający. Położyłam głowę na blacie i nie wiem kiedy zasnęłam.
- Alice! Alice! Nic Ci nie jest? Alice!- ktoś szturchał moim ramieniem. Po woli podniosłam głowę i ujrzałam loki nade mną.
- Boże, Harry zamknij się! Głowa mi pęka!- wychrypiałam na niego.
- Dlaczego leżysz w kuchni? Czemu nie było Cię w łóżku? Wiesz jak mnie wystraszyłaś?!
- Daj mi tabletkę przeciwbólową, a powiem Ci co tu robię.- postawiłam warunek, a chłopak widząc moje cierpienie poszedł na górę i po chwili wrócił z paczką zbawienia dla mojej głowy. Od razu wzięłam dwie i popiłam, już zimną, kawą. Powiedziałam Harry'emu co tu robiłam.
- Nie chciałam Cię budzić, a strasznie mi się pić chciało. Zeszłam na dół i postanowiłam, że sama znajdę leki, ale nigdzie ich nie było. Zrobiłam, więc kawę i czekałam na Ciebie. Nie pamiętam kiedy zasnęłam.- ominęłam incydentu z telefonem, ale od razu uśmiechnęłam się na wspomnienie jego tapety.
- Co się tak uśmiechasz?- zapytał i puścił mi oczko.
- Mam dobry humor.
- To go dziś wykorzystamy- musiałam mieć minę taką jak myśli, bo od razu sprostował- idę z chłopakami na mecz, więc jeśli chcesz to możesz iść z nami, chyba, że preferujesz piwnicę?
- To idę z wami- posłałam słaby uśmiech.
- A wieczorem będzie niespodzianka!- powiedział i rękami w geście "taaa daaaa".
- Jaka niespodzianka?- zaczęłam drążyć, ale on już wstał i zrobił sobie kawę. - Zrobisz śniadanko? Błaaagam!
- A co z tego będę miał?- uśmiechnął się zaczepnie.
- Nie ucieknę dziś- wyszczerzyłam zęby.
- Eeee tam...- zrobił smutną minkę, ale ja nie odstępowałam pokazując moje jedynki- no dobraaa...
- Juhuu! To ja lecę się przebrać!- podeszłam do niego i szybko go uścisnęłam. Pobiegłam na górę, wzięłam szybki prysznic i ubrałam się luźno. Założyłam czarny T-shirt z napisem "I'm the only one" i jeansy. Jak dobrze, że ból już ustępował. Gdy wyszłam na korytarz poczułam niebiański zapach. Zeszłam po schodach i usiadłam na krześle grzecznie czekając na moją porcję gofrów.
- Szybka jesteś- uśmiechnął się loczek.
- Harry, gdzie jest Niall?
- Nie wiem, a co?
- Przecież on też jadł z nami  śniadanie ostatnio.
- Pewnie znalazł swój dom- wyszczerzył się, ale zauważył, że nie przestawałam się martwić- Poczekaj zadzwonię do niego, ale jak powiesz mi dlaczego tak Ci na tym zależy.
- Bo wczoraj- przerwałam, nie mogłam powiedzieć mu o wszystkim- nie bardzo pamiętam co się działo, ale wiem, że na końcu byłam z Niall'em. Ale dobra nie ważne. Może masz rację, znalazł dom.
Harry zmierzył mnie wzrokiem. Oby mi uwierzył. Na szczęście nie ciągnął tematu. Nałożył moją porcję i usiadł naprzeciw mnie. Od razu zaczęłam pożerać moje śniadanie. Gdy skończyliśmy pozbierałam talerze i już miałam zmywać, ale Harry złapał mnie za dłonie i powiedział blisko mojego ucha:
- Wiesz, że mam zmywarkę?
- Okey, a wiesz, że mam ręce?
- Ale pomoczysz tak ładną koszulkę- i tym argumentem mnie przekonał. Pozwoliłam, aby dokończył moje poczynania i usiadłam na kanapie. Wtedy rozległ się dzwonek do drzwi.
- Otworzę!- krzyknęłam i popędziłam przez korytarz. Tej osoby się nie spodziewałam.
- Jest Harry?- zapytał i nie czekając na zaproszenie wtargnął do domu- Nadal nie trzymasz jej w piwnicy?!
- Odpierdol się, Zayn!- usłyszałam głos loczka. Już miałam zamknąć drzwi, ale na podjeździe pojawił się znany mi samochód. Niall. Wysiadł powoli, a ja nie mogłam się ruszyć. Nie wiedziałam co powiedzieć.
- Hej- powiedział beztrosko i mnie przytulił.
- Cześć- w końcu udało mi się wydusić- słuchaj, sory za wczoraj, ja byłam pijana i nie chciałam...
- Nic się nie stało. Ale wiedz, że to był wieczór jeden z najlepszych jakie miałem w swoim życiu- puścił oczko, ale widziałam ten sam smutek w oczach co wczoraj, gdy przerwał pocałunek. Zapragnęłam go przytulić i pocieszyć, ale on już był w połowie korytarza. Zamknęłam drzwi i oszołomiona poszłam do salonu. Usiadłam blisko Harrego. Zayn siedział na fotelu, a Niall po drugiej stronie loczka. Gadali ze sobą luźno jakby tego co wczoraj nie było. Ja jednak nie mogłam się opanować i cały czas się przyglądałam Zayn'owi. Miał posiniaczony prawy policzek, podbite oko i spod jego koszuli wystawały kolejne siniaki. Przyłapał mnie na gapieniu się na niego.
- Coś Ci nie pasuje?- warknął. Harry spiął się obok mnie.
- Nie... ale te wszystkie siniaki to sprawka Harry'ego? - zapytałam onieśmielona. Niall wybuchł serdecznym śmiechem, chyba chciał złagodzić sytuację, ale nie wyszło.
- Nie jego, tylko jego dziwki- prawie wypluł te słowa- ale ja też coś zostawiłem na jej ciele.
Zaczęłam myśleć intensywnie. Przecież to o mnie mówi. Nie mogłam oprzeć się uczuciu dumy, że to moja robota. Ale te słowa... Przeraziłam się. Harry złapał mnie za rękę i gładził delikatnie.
-Zamknij się Zayn. Obiecałeś, że dziś sobie odpuścimy.
- No chyba czas się zbierać!- powiedział Niall ucinając ich wymianę zdań. Od razu poparłam ten pomysł i poszłam do góry po buty. Gdy zeszłam przy drzwiach stał Harry z kluczykami i szerokim uśmiechem. Podeszłam do wieszaka, założyłam cienką kurtkę i wyszliśmy z domu.
- Harry, dlaczego nie jedziemy wszyscy razem?
- Tak jest bezpieczniej- posłał lekki uśmiech, ale widziałam, że nie jest to dla niego wygodny temat. Już miałam pytać o więcej, ale podgłośnił radio. Podjechaliśmy pod stadion i Harry zaparkował na parkingu dla gości VIP.
- Niall i Zayn czekają już w środku, właśnie dostałem sms'a.- oznajmił i wyszedł z samochodu, aby otworzyć mi drzwi. Jednak jakieś przejawy gentelmen'a są.
- Harry tak się zastanawiam, my nie mamy żadnych szalików ani nic takiego....- nie skończyłam a on już wyciągał zestaw kibica z bagażnika. Podał mi szalik, sam wziął drugi i czteropak piwa. Wolałam się nie pytać o nic, nie chciałam sobie nagrabić. Podeszliśmy do specjalnej bramki, sprawdzili nam bilety i ruszyliśmy na nasz sektor. Jednak nie zdążyliśmy wejść na trybuny, a już zatrzymał nas ochroniarz.
- Przepraszam, ale nie wolno tu wchodzić z piwem.- oznajmił grzecznie i wskazał kosz na śmieci, lecz Harry nie miał zamiaru iść w tamtą stronę. Wyciągnął z kieszeni banknot i wsadził facetowi do ręki.
-Powiedzmy, że to soczek chmielowy- uśmiechnął się loczek a mężczyzna odwrócił się i poszedł. Mój towarzysz złapał mnie za rękę, a ja odsunęłam się.
- Co robisz?- zapytałam.
- Pokazuję innym, że jesteś ze mną.- powiedział i zacieśnił uścisk.
Weszliśmy po schodach na górę i oślepiło mnie słońce. Strasznie dziś świeciło. Harry pociągnął mnie w lewą stronę. Po chwili siedzieliśmy już obok Niall'a i Zayn'a, który nie wyglądał na zadowolonego z mojego przybycia.
- Siadaj obok- mrugnął do mnie Niall, ale loczkowi chyba to nie przeszkodziło, bo usadził mnie między sobą i blondynem. Mecz zaczął się nudno, ale im dłużej grali to bardziej się wciągałam. Po pierwszej połowie nasza drużyna wygrywała 3:1. Darłam się z chłopakami tak, że aż gardło mnie bolało. 20 minut przed końcem przeciwnicy wbili gola. Jacyś 3 mężczyźni za nami wstali i wiwatowali.
- Zamknijcie się!- krzyknął podpity i zły Zayn.
- Masz jakiś problem, koleś?
- Tak!
- To weź Xenne i Ci minie!- Zayn nie wytrzymał i chciał uderzyć faceta, ale Niall zareagował w odpowiednim momencie i przytrzymał chłopaka. Usiedli obaj, lecz już po 5 minutach znowu rozniósł się krzyk radości z wyniku 3:3. Teraz to już nie było kogo uspokajać, bo Zayn rzucił się na jednego z facetów, Niall na drugiego, a Harry jako oddany przyjaciel na trzeciego. Próbowałam im coś powiedzieć, ale już po chwili przyszło więcej kibiców i z przepychanek zrobiła się bójka na pół stadionu. Szybko wycofałam się z pierwszej linii ognia. Stanęłam na schodach prowadzących do damskiej łazienki. Jedyne co widziałam to jak na zmianę okładają się pięściami kibice. Nagle zauważyłam, że Harry z rozciętą brwią, krwawiącą wargą i mężczyzną pod nogami rozgląda się po trybunach. Pomachałam mu w momencie, gdy zwrócił głowę ku mnie. Mecz został wstrzymany, a na murawę poleciało parę rac. W głośnikach stadionowych brzmiały ostrzeżenia, aby zaprzestano tych poczynań i w tle było słychać syreny policyjne. Harry złapał za koszulkę Zayn'a bijącego się na pięści i w locie ściągnął Niall'a z jakiegoś leżącego kibica. Wszyscy biegli w moją stronę. Nie wiedziałam co robić.
- Do łazienki! Już! - wrzasnął do mnie loczek, a ja od razu pobiegłam na górę. Wszyscy wpadliśmy do damskich kabin.Nikogo na szczęście nie było.
- Boże, jak wy wyglądacie...- przeraziłam się. Każdemu z co najmniej dwóch miejsc na twarzy leciała krew i wszyscy mięli czerwoną ciecz na koszulkach i pięściach.
- Nic nam nie jest.- uciął Harry. W niezbyt dobrym był nastroju. Wszyscy umyli ręce i mniej więcej ogarnęli krwawienie. Chciałam pomóc, ale odepchnęli mnie od siebie, więc stałam w kącie nie odzywając się. Gdy ogłoszono, że mecz został ponownie rozpoczęty wyszliśmy razem z łazienki. Harry trzymając mnie za rękę od razu skierował nas w stronę wyjścia. Gdy znaleźliśmy się na parkingu chłopacy pożegnali się i poszli w swoją stronę. Ruszyliśmy z loczkiem do jego auta. Już miałam wsiąść, ale przypomniało mi się coś.
- Harry, przecież piłeś alkohol, jak będziesz prowadzić?
- Proszę Cię, nie po 4 piwach się jeździło.- i zamknął moje drzwi. Obszedł samochód wsiadł na miejsce kierowcy, odpalił i ruszył. Byłam pod cichym wrażeniem, całą drogę ani razu nie wyjechał na sąsiedni pas, chociaż ulice były puste. Gdy dotarliśmy do domu Harry od razu poszedł do kuchni i wziął sobie piwo.
- Gdzie masz apteczkę?- zapytałam.
- Po co Ci?
- Masz szkło chyba w ranie.- nie wiem jak się tam wzięło, ale chyba ktoś rozbił butelkę na stadionie.
- Na górze w łazience, na górnej półce obok lustra.- odpowiedział nie odrywając się od prognozy pogody. Poszłam i od razu znalazłam czerwoną szkatułkę.
- Harry, proszę usiądź. Opatrzę Cię.- o dziwo zrobił o co prosiłam. Usadowił się na podłodze, a ja uklękłam przed nim. Wyjęłam pensetę i delikatnie wyciągałam odłamki szkła. Ani razu się nie skrzywił tylko co chwile popijał soczek chmielowy. Po opatrzeniu ran Harry nie wstał, tylko patrzył na mnie. W końcu nie wytrzymałam.
- O co chodzi?
- Jesteś piękna.
- Nie zgadzam się. - zaczęłam chować moje narzędzia, gdy poczułam palce loczka pod moją brodą, okręcając ją tak, że musiałam na niego spojrzeć.
- Przepraszam. Miała być niespodzianka, ale teraz to już się nie uda.
- Spoko. To Ty decydujesz co robimy.- odpowiedziałam może trochę za ostro, ale nie mogłam nic na to poradzić.
- Przepraszam- szepnął to słowo i zbliżył się do mnie. Jego oddech muskał moją skórę koło ucha.- Chodźmy spać.
Bez słowa protestu wstałam, zabrałam apteczkę i poszłam do góry. Umyłam zęby i założyłam jedną z jego, za dużych na mnie, koszulek. Weszłam do pokoju i od razu poczułam cudny zapach Harrego. Podszedł do mnie i odgarnął moje włosy na plecy.
- Ładnie Ci w mojej koszulce.- powiedział i objął mnie w talii. Złożył na moich ustach delikatny pocałunek. Nie wiem skąd wzięła się u mnie ochota na niego, ale wpiłam się mocniej w jego usta. Smak papierosów, alkoholu i niego idealnie współgrały. Po chwili leżeliśmy na łóżku. Opanowałam się jednak w momencie, gdy jego ręce znalazły drogę pod bluzkę.
- Mieliśmy iść spać- szepnęłam i zeszłam z niego. Jęknął zawiedziony, lecz ja już leżałam plecami do niego. Poczułam jak jego ręka oplata mnie w pasie i przyciąga do jego umięśnionego torsu. Nie miałam nic przeciwko. Zasnęłam z uśmiechem na twarzy.
-----------------------------------------------------------
CZYTASZ? KOMENTUJ! TO MOTYWUJE!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz