Hej :D Wiem, dawno mnie mie było, ale to spowodowane jest tym, że nie mam pomysłu na ciąg dalszy. Wymyśliłam jak się zakończy ta opowieść, ale nie wiem jak się zabrać za środek. Przepraszam Was... Chociaż i tak mało osób tu zagląda :/
Ale mam za to inny pomysł! Co wy na to żebym pisała wam takie krótkie imaginy? Nie muszą być one o One Direction. Jeżeli jesteście zainteresowani to piszcie komentrze :)
FOREVER STUPID
niedziela, 14 grudnia 2014
czwartek, 9 października 2014
Rozdział 16
Po obudzeniu strasznie bolała mnie głowa. Nie wiele pamiętałam z wczoraj. Byłam na imprezie... pobiłam Zayan'a... opowiedziałam historię o mnie Niall'owi... pocałowałam blondasa... O JA PIERDOLE!! Nigdy więcej! Szybko zerwałam się z łóżka. Harry smacznie spał na podłodze. Po cichu wymknęłam się z pokoju i poszłam na dół na korytarz. Wzięłam z szafki moją ukrytą torebkę. Kupiłam sobie "torebkę ratunkową" i właśnie teraz jej potrzebuję. Wzięłam do ręki telefon. Jak dobrze, że zdążyłam doładować kartę. Harry na szczęście zostawił swój telefon na ławie w salonie. Odblokowałam, znalazłam numer do Niall i przepisałam. Jednak coś zwróciło moją uwagę. Na tapecie było zdjęcie uśmiechniętej dziewczyny, trzymającej papierosa w dłoni. A tą dziewczyną byłam ja! Zapisałam sobie przy okazji numer Harrego, Liama, Louis'a i Zayan'a. Nie wiem po co, ale tak na wszelki wypadek. Odłożyłam telefon z uśmiechem. Już nie miałam ochoty dzwonić do niebieskookiego. Poszłam do kuchni i od razu przeszukałam szafki. Ból był coraz bardziej nie do zniesienia. Ale tych cholernych leków nigdzie nie było! Zrobiłam sobie kawę i usiadłam przy stoliku. Postanowiłam, że poczekam na Harrego. Jednak wczorajszy wieczór był bardzo wykańczający. Położyłam głowę na blacie i nie wiem kiedy zasnęłam.
- Alice! Alice! Nic Ci nie jest? Alice!- ktoś szturchał moim ramieniem. Po woli podniosłam głowę i ujrzałam loki nade mną.
- Boże, Harry zamknij się! Głowa mi pęka!- wychrypiałam na niego.
- Dlaczego leżysz w kuchni? Czemu nie było Cię w łóżku? Wiesz jak mnie wystraszyłaś?!
- Daj mi tabletkę przeciwbólową, a powiem Ci co tu robię.- postawiłam warunek, a chłopak widząc moje cierpienie poszedł na górę i po chwili wrócił z paczką zbawienia dla mojej głowy. Od razu wzięłam dwie i popiłam, już zimną, kawą. Powiedziałam Harry'emu co tu robiłam.
- Nie chciałam Cię budzić, a strasznie mi się pić chciało. Zeszłam na dół i postanowiłam, że sama znajdę leki, ale nigdzie ich nie było. Zrobiłam, więc kawę i czekałam na Ciebie. Nie pamiętam kiedy zasnęłam.- ominęłam incydentu z telefonem, ale od razu uśmiechnęłam się na wspomnienie jego tapety.
- Co się tak uśmiechasz?- zapytał i puścił mi oczko.
- Mam dobry humor.
- To go dziś wykorzystamy- musiałam mieć minę taką jak myśli, bo od razu sprostował- idę z chłopakami na mecz, więc jeśli chcesz to możesz iść z nami, chyba, że preferujesz piwnicę?
- To idę z wami- posłałam słaby uśmiech.
- A wieczorem będzie niespodzianka!- powiedział i rękami w geście "taaa daaaa".
- Jaka niespodzianka?- zaczęłam drążyć, ale on już wstał i zrobił sobie kawę. - Zrobisz śniadanko? Błaaagam!
- A co z tego będę miał?- uśmiechnął się zaczepnie.
- Nie ucieknę dziś- wyszczerzyłam zęby.
- Eeee tam...- zrobił smutną minkę, ale ja nie odstępowałam pokazując moje jedynki- no dobraaa...
- Juhuu! To ja lecę się przebrać!- podeszłam do niego i szybko go uścisnęłam. Pobiegłam na górę, wzięłam szybki prysznic i ubrałam się luźno. Założyłam czarny T-shirt z napisem "I'm the only one" i jeansy. Jak dobrze, że ból już ustępował. Gdy wyszłam na korytarz poczułam niebiański zapach. Zeszłam po schodach i usiadłam na krześle grzecznie czekając na moją porcję gofrów.
- Szybka jesteś- uśmiechnął się loczek.
- Harry, gdzie jest Niall?
- Nie wiem, a co?
- Przecież on też jadł z nami śniadanie ostatnio.
- Pewnie znalazł swój dom- wyszczerzył się, ale zauważył, że nie przestawałam się martwić- Poczekaj zadzwonię do niego, ale jak powiesz mi dlaczego tak Ci na tym zależy.
- Bo wczoraj- przerwałam, nie mogłam powiedzieć mu o wszystkim- nie bardzo pamiętam co się działo, ale wiem, że na końcu byłam z Niall'em. Ale dobra nie ważne. Może masz rację, znalazł dom.
Harry zmierzył mnie wzrokiem. Oby mi uwierzył. Na szczęście nie ciągnął tematu. Nałożył moją porcję i usiadł naprzeciw mnie. Od razu zaczęłam pożerać moje śniadanie. Gdy skończyliśmy pozbierałam talerze i już miałam zmywać, ale Harry złapał mnie za dłonie i powiedział blisko mojego ucha:
- Wiesz, że mam zmywarkę?
- Okey, a wiesz, że mam ręce?
- Ale pomoczysz tak ładną koszulkę- i tym argumentem mnie przekonał. Pozwoliłam, aby dokończył moje poczynania i usiadłam na kanapie. Wtedy rozległ się dzwonek do drzwi.
- Otworzę!- krzyknęłam i popędziłam przez korytarz. Tej osoby się nie spodziewałam.
- Jest Harry?- zapytał i nie czekając na zaproszenie wtargnął do domu- Nadal nie trzymasz jej w piwnicy?!
- Odpierdol się, Zayn!- usłyszałam głos loczka. Już miałam zamknąć drzwi, ale na podjeździe pojawił się znany mi samochód. Niall. Wysiadł powoli, a ja nie mogłam się ruszyć. Nie wiedziałam co powiedzieć.
- Hej- powiedział beztrosko i mnie przytulił.
- Cześć- w końcu udało mi się wydusić- słuchaj, sory za wczoraj, ja byłam pijana i nie chciałam...
- Nic się nie stało. Ale wiedz, że to był wieczór jeden z najlepszych jakie miałem w swoim życiu- puścił oczko, ale widziałam ten sam smutek w oczach co wczoraj, gdy przerwał pocałunek. Zapragnęłam go przytulić i pocieszyć, ale on już był w połowie korytarza. Zamknęłam drzwi i oszołomiona poszłam do salonu. Usiadłam blisko Harrego. Zayn siedział na fotelu, a Niall po drugiej stronie loczka. Gadali ze sobą luźno jakby tego co wczoraj nie było. Ja jednak nie mogłam się opanować i cały czas się przyglądałam Zayn'owi. Miał posiniaczony prawy policzek, podbite oko i spod jego koszuli wystawały kolejne siniaki. Przyłapał mnie na gapieniu się na niego.
- Coś Ci nie pasuje?- warknął. Harry spiął się obok mnie.
- Nie... ale te wszystkie siniaki to sprawka Harry'ego? - zapytałam onieśmielona. Niall wybuchł serdecznym śmiechem, chyba chciał złagodzić sytuację, ale nie wyszło.
- Nie jego, tylko jego dziwki- prawie wypluł te słowa- ale ja też coś zostawiłem na jej ciele.
Zaczęłam myśleć intensywnie. Przecież to o mnie mówi. Nie mogłam oprzeć się uczuciu dumy, że to moja robota. Ale te słowa... Przeraziłam się. Harry złapał mnie za rękę i gładził delikatnie.
-Zamknij się Zayn. Obiecałeś, że dziś sobie odpuścimy.
- No chyba czas się zbierać!- powiedział Niall ucinając ich wymianę zdań. Od razu poparłam ten pomysł i poszłam do góry po buty. Gdy zeszłam przy drzwiach stał Harry z kluczykami i szerokim uśmiechem. Podeszłam do wieszaka, założyłam cienką kurtkę i wyszliśmy z domu.
- Harry, dlaczego nie jedziemy wszyscy razem?
- Tak jest bezpieczniej- posłał lekki uśmiech, ale widziałam, że nie jest to dla niego wygodny temat. Już miałam pytać o więcej, ale podgłośnił radio. Podjechaliśmy pod stadion i Harry zaparkował na parkingu dla gości VIP.
- Niall i Zayn czekają już w środku, właśnie dostałem sms'a.- oznajmił i wyszedł z samochodu, aby otworzyć mi drzwi. Jednak jakieś przejawy gentelmen'a są.
- Harry tak się zastanawiam, my nie mamy żadnych szalików ani nic takiego....- nie skończyłam a on już wyciągał zestaw kibica z bagażnika. Podał mi szalik, sam wziął drugi i czteropak piwa. Wolałam się nie pytać o nic, nie chciałam sobie nagrabić. Podeszliśmy do specjalnej bramki, sprawdzili nam bilety i ruszyliśmy na nasz sektor. Jednak nie zdążyliśmy wejść na trybuny, a już zatrzymał nas ochroniarz.
- Przepraszam, ale nie wolno tu wchodzić z piwem.- oznajmił grzecznie i wskazał kosz na śmieci, lecz Harry nie miał zamiaru iść w tamtą stronę. Wyciągnął z kieszeni banknot i wsadził facetowi do ręki.
-Powiedzmy, że to soczek chmielowy- uśmiechnął się loczek a mężczyzna odwrócił się i poszedł. Mój towarzysz złapał mnie za rękę, a ja odsunęłam się.
- Co robisz?- zapytałam.
- Pokazuję innym, że jesteś ze mną.- powiedział i zacieśnił uścisk.
Weszliśmy po schodach na górę i oślepiło mnie słońce. Strasznie dziś świeciło. Harry pociągnął mnie w lewą stronę. Po chwili siedzieliśmy już obok Niall'a i Zayn'a, który nie wyglądał na zadowolonego z mojego przybycia.
- Siadaj obok- mrugnął do mnie Niall, ale loczkowi chyba to nie przeszkodziło, bo usadził mnie między sobą i blondynem. Mecz zaczął się nudno, ale im dłużej grali to bardziej się wciągałam. Po pierwszej połowie nasza drużyna wygrywała 3:1. Darłam się z chłopakami tak, że aż gardło mnie bolało. 20 minut przed końcem przeciwnicy wbili gola. Jacyś 3 mężczyźni za nami wstali i wiwatowali.
- Zamknijcie się!- krzyknął podpity i zły Zayn.
- Masz jakiś problem, koleś?
- Tak!
- To weź Xenne i Ci minie!- Zayn nie wytrzymał i chciał uderzyć faceta, ale Niall zareagował w odpowiednim momencie i przytrzymał chłopaka. Usiedli obaj, lecz już po 5 minutach znowu rozniósł się krzyk radości z wyniku 3:3. Teraz to już nie było kogo uspokajać, bo Zayn rzucił się na jednego z facetów, Niall na drugiego, a Harry jako oddany przyjaciel na trzeciego. Próbowałam im coś powiedzieć, ale już po chwili przyszło więcej kibiców i z przepychanek zrobiła się bójka na pół stadionu. Szybko wycofałam się z pierwszej linii ognia. Stanęłam na schodach prowadzących do damskiej łazienki. Jedyne co widziałam to jak na zmianę okładają się pięściami kibice. Nagle zauważyłam, że Harry z rozciętą brwią, krwawiącą wargą i mężczyzną pod nogami rozgląda się po trybunach. Pomachałam mu w momencie, gdy zwrócił głowę ku mnie. Mecz został wstrzymany, a na murawę poleciało parę rac. W głośnikach stadionowych brzmiały ostrzeżenia, aby zaprzestano tych poczynań i w tle było słychać syreny policyjne. Harry złapał za koszulkę Zayn'a bijącego się na pięści i w locie ściągnął Niall'a z jakiegoś leżącego kibica. Wszyscy biegli w moją stronę. Nie wiedziałam co robić.
- Do łazienki! Już! - wrzasnął do mnie loczek, a ja od razu pobiegłam na górę. Wszyscy wpadliśmy do damskich kabin.Nikogo na szczęście nie było.
- Boże, jak wy wyglądacie...- przeraziłam się. Każdemu z co najmniej dwóch miejsc na twarzy leciała krew i wszyscy mięli czerwoną ciecz na koszulkach i pięściach.
- Nic nam nie jest.- uciął Harry. W niezbyt dobrym był nastroju. Wszyscy umyli ręce i mniej więcej ogarnęli krwawienie. Chciałam pomóc, ale odepchnęli mnie od siebie, więc stałam w kącie nie odzywając się. Gdy ogłoszono, że mecz został ponownie rozpoczęty wyszliśmy razem z łazienki. Harry trzymając mnie za rękę od razu skierował nas w stronę wyjścia. Gdy znaleźliśmy się na parkingu chłopacy pożegnali się i poszli w swoją stronę. Ruszyliśmy z loczkiem do jego auta. Już miałam wsiąść, ale przypomniało mi się coś.
- Harry, przecież piłeś alkohol, jak będziesz prowadzić?
- Proszę Cię, nie po 4 piwach się jeździło.- i zamknął moje drzwi. Obszedł samochód wsiadł na miejsce kierowcy, odpalił i ruszył. Byłam pod cichym wrażeniem, całą drogę ani razu nie wyjechał na sąsiedni pas, chociaż ulice były puste. Gdy dotarliśmy do domu Harry od razu poszedł do kuchni i wziął sobie piwo.
- Gdzie masz apteczkę?- zapytałam.
- Po co Ci?
- Masz szkło chyba w ranie.- nie wiem jak się tam wzięło, ale chyba ktoś rozbił butelkę na stadionie.
- Na górze w łazience, na górnej półce obok lustra.- odpowiedział nie odrywając się od prognozy pogody. Poszłam i od razu znalazłam czerwoną szkatułkę.
- Harry, proszę usiądź. Opatrzę Cię.- o dziwo zrobił o co prosiłam. Usadowił się na podłodze, a ja uklękłam przed nim. Wyjęłam pensetę i delikatnie wyciągałam odłamki szkła. Ani razu się nie skrzywił tylko co chwile popijał soczek chmielowy. Po opatrzeniu ran Harry nie wstał, tylko patrzył na mnie. W końcu nie wytrzymałam.
- O co chodzi?
- Jesteś piękna.
- Nie zgadzam się. - zaczęłam chować moje narzędzia, gdy poczułam palce loczka pod moją brodą, okręcając ją tak, że musiałam na niego spojrzeć.
- Przepraszam. Miała być niespodzianka, ale teraz to już się nie uda.
- Spoko. To Ty decydujesz co robimy.- odpowiedziałam może trochę za ostro, ale nie mogłam nic na to poradzić.
- Przepraszam- szepnął to słowo i zbliżył się do mnie. Jego oddech muskał moją skórę koło ucha.- Chodźmy spać.
Bez słowa protestu wstałam, zabrałam apteczkę i poszłam do góry. Umyłam zęby i założyłam jedną z jego, za dużych na mnie, koszulek. Weszłam do pokoju i od razu poczułam cudny zapach Harrego. Podszedł do mnie i odgarnął moje włosy na plecy.
- Ładnie Ci w mojej koszulce.- powiedział i objął mnie w talii. Złożył na moich ustach delikatny pocałunek. Nie wiem skąd wzięła się u mnie ochota na niego, ale wpiłam się mocniej w jego usta. Smak papierosów, alkoholu i niego idealnie współgrały. Po chwili leżeliśmy na łóżku. Opanowałam się jednak w momencie, gdy jego ręce znalazły drogę pod bluzkę.
- Mieliśmy iść spać- szepnęłam i zeszłam z niego. Jęknął zawiedziony, lecz ja już leżałam plecami do niego. Poczułam jak jego ręka oplata mnie w pasie i przyciąga do jego umięśnionego torsu. Nie miałam nic przeciwko. Zasnęłam z uśmiechem na twarzy.
-----------------------------------------------------------
CZYTASZ? KOMENTUJ! TO MOTYWUJE!
- Alice! Alice! Nic Ci nie jest? Alice!- ktoś szturchał moim ramieniem. Po woli podniosłam głowę i ujrzałam loki nade mną.
- Boże, Harry zamknij się! Głowa mi pęka!- wychrypiałam na niego.
- Dlaczego leżysz w kuchni? Czemu nie było Cię w łóżku? Wiesz jak mnie wystraszyłaś?!
- Daj mi tabletkę przeciwbólową, a powiem Ci co tu robię.- postawiłam warunek, a chłopak widząc moje cierpienie poszedł na górę i po chwili wrócił z paczką zbawienia dla mojej głowy. Od razu wzięłam dwie i popiłam, już zimną, kawą. Powiedziałam Harry'emu co tu robiłam.
- Nie chciałam Cię budzić, a strasznie mi się pić chciało. Zeszłam na dół i postanowiłam, że sama znajdę leki, ale nigdzie ich nie było. Zrobiłam, więc kawę i czekałam na Ciebie. Nie pamiętam kiedy zasnęłam.- ominęłam incydentu z telefonem, ale od razu uśmiechnęłam się na wspomnienie jego tapety.
- Co się tak uśmiechasz?- zapytał i puścił mi oczko.
- Mam dobry humor.
- To go dziś wykorzystamy- musiałam mieć minę taką jak myśli, bo od razu sprostował- idę z chłopakami na mecz, więc jeśli chcesz to możesz iść z nami, chyba, że preferujesz piwnicę?
- To idę z wami- posłałam słaby uśmiech.
- A wieczorem będzie niespodzianka!- powiedział i rękami w geście "taaa daaaa".
- Jaka niespodzianka?- zaczęłam drążyć, ale on już wstał i zrobił sobie kawę. - Zrobisz śniadanko? Błaaagam!
- A co z tego będę miał?- uśmiechnął się zaczepnie.
- Nie ucieknę dziś- wyszczerzyłam zęby.
- Eeee tam...- zrobił smutną minkę, ale ja nie odstępowałam pokazując moje jedynki- no dobraaa...
- Juhuu! To ja lecę się przebrać!- podeszłam do niego i szybko go uścisnęłam. Pobiegłam na górę, wzięłam szybki prysznic i ubrałam się luźno. Założyłam czarny T-shirt z napisem "I'm the only one" i jeansy. Jak dobrze, że ból już ustępował. Gdy wyszłam na korytarz poczułam niebiański zapach. Zeszłam po schodach i usiadłam na krześle grzecznie czekając na moją porcję gofrów.
- Szybka jesteś- uśmiechnął się loczek.
- Harry, gdzie jest Niall?
- Nie wiem, a co?
- Przecież on też jadł z nami śniadanie ostatnio.
- Pewnie znalazł swój dom- wyszczerzył się, ale zauważył, że nie przestawałam się martwić- Poczekaj zadzwonię do niego, ale jak powiesz mi dlaczego tak Ci na tym zależy.
- Bo wczoraj- przerwałam, nie mogłam powiedzieć mu o wszystkim- nie bardzo pamiętam co się działo, ale wiem, że na końcu byłam z Niall'em. Ale dobra nie ważne. Może masz rację, znalazł dom.
Harry zmierzył mnie wzrokiem. Oby mi uwierzył. Na szczęście nie ciągnął tematu. Nałożył moją porcję i usiadł naprzeciw mnie. Od razu zaczęłam pożerać moje śniadanie. Gdy skończyliśmy pozbierałam talerze i już miałam zmywać, ale Harry złapał mnie za dłonie i powiedział blisko mojego ucha:
- Wiesz, że mam zmywarkę?
- Okey, a wiesz, że mam ręce?
- Ale pomoczysz tak ładną koszulkę- i tym argumentem mnie przekonał. Pozwoliłam, aby dokończył moje poczynania i usiadłam na kanapie. Wtedy rozległ się dzwonek do drzwi.
- Otworzę!- krzyknęłam i popędziłam przez korytarz. Tej osoby się nie spodziewałam.
- Jest Harry?- zapytał i nie czekając na zaproszenie wtargnął do domu- Nadal nie trzymasz jej w piwnicy?!
- Odpierdol się, Zayn!- usłyszałam głos loczka. Już miałam zamknąć drzwi, ale na podjeździe pojawił się znany mi samochód. Niall. Wysiadł powoli, a ja nie mogłam się ruszyć. Nie wiedziałam co powiedzieć.
- Hej- powiedział beztrosko i mnie przytulił.
- Cześć- w końcu udało mi się wydusić- słuchaj, sory za wczoraj, ja byłam pijana i nie chciałam...
- Nic się nie stało. Ale wiedz, że to był wieczór jeden z najlepszych jakie miałem w swoim życiu- puścił oczko, ale widziałam ten sam smutek w oczach co wczoraj, gdy przerwał pocałunek. Zapragnęłam go przytulić i pocieszyć, ale on już był w połowie korytarza. Zamknęłam drzwi i oszołomiona poszłam do salonu. Usiadłam blisko Harrego. Zayn siedział na fotelu, a Niall po drugiej stronie loczka. Gadali ze sobą luźno jakby tego co wczoraj nie było. Ja jednak nie mogłam się opanować i cały czas się przyglądałam Zayn'owi. Miał posiniaczony prawy policzek, podbite oko i spod jego koszuli wystawały kolejne siniaki. Przyłapał mnie na gapieniu się na niego.
- Coś Ci nie pasuje?- warknął. Harry spiął się obok mnie.
- Nie... ale te wszystkie siniaki to sprawka Harry'ego? - zapytałam onieśmielona. Niall wybuchł serdecznym śmiechem, chyba chciał złagodzić sytuację, ale nie wyszło.
- Nie jego, tylko jego dziwki- prawie wypluł te słowa- ale ja też coś zostawiłem na jej ciele.
Zaczęłam myśleć intensywnie. Przecież to o mnie mówi. Nie mogłam oprzeć się uczuciu dumy, że to moja robota. Ale te słowa... Przeraziłam się. Harry złapał mnie za rękę i gładził delikatnie.
-Zamknij się Zayn. Obiecałeś, że dziś sobie odpuścimy.
- No chyba czas się zbierać!- powiedział Niall ucinając ich wymianę zdań. Od razu poparłam ten pomysł i poszłam do góry po buty. Gdy zeszłam przy drzwiach stał Harry z kluczykami i szerokim uśmiechem. Podeszłam do wieszaka, założyłam cienką kurtkę i wyszliśmy z domu.
- Harry, dlaczego nie jedziemy wszyscy razem?
- Tak jest bezpieczniej- posłał lekki uśmiech, ale widziałam, że nie jest to dla niego wygodny temat. Już miałam pytać o więcej, ale podgłośnił radio. Podjechaliśmy pod stadion i Harry zaparkował na parkingu dla gości VIP.
- Niall i Zayn czekają już w środku, właśnie dostałem sms'a.- oznajmił i wyszedł z samochodu, aby otworzyć mi drzwi. Jednak jakieś przejawy gentelmen'a są.
- Harry tak się zastanawiam, my nie mamy żadnych szalików ani nic takiego....- nie skończyłam a on już wyciągał zestaw kibica z bagażnika. Podał mi szalik, sam wziął drugi i czteropak piwa. Wolałam się nie pytać o nic, nie chciałam sobie nagrabić. Podeszliśmy do specjalnej bramki, sprawdzili nam bilety i ruszyliśmy na nasz sektor. Jednak nie zdążyliśmy wejść na trybuny, a już zatrzymał nas ochroniarz.
- Przepraszam, ale nie wolno tu wchodzić z piwem.- oznajmił grzecznie i wskazał kosz na śmieci, lecz Harry nie miał zamiaru iść w tamtą stronę. Wyciągnął z kieszeni banknot i wsadził facetowi do ręki.
-Powiedzmy, że to soczek chmielowy- uśmiechnął się loczek a mężczyzna odwrócił się i poszedł. Mój towarzysz złapał mnie za rękę, a ja odsunęłam się.
- Co robisz?- zapytałam.
- Pokazuję innym, że jesteś ze mną.- powiedział i zacieśnił uścisk.
Weszliśmy po schodach na górę i oślepiło mnie słońce. Strasznie dziś świeciło. Harry pociągnął mnie w lewą stronę. Po chwili siedzieliśmy już obok Niall'a i Zayn'a, który nie wyglądał na zadowolonego z mojego przybycia.
- Siadaj obok- mrugnął do mnie Niall, ale loczkowi chyba to nie przeszkodziło, bo usadził mnie między sobą i blondynem. Mecz zaczął się nudno, ale im dłużej grali to bardziej się wciągałam. Po pierwszej połowie nasza drużyna wygrywała 3:1. Darłam się z chłopakami tak, że aż gardło mnie bolało. 20 minut przed końcem przeciwnicy wbili gola. Jacyś 3 mężczyźni za nami wstali i wiwatowali.
- Zamknijcie się!- krzyknął podpity i zły Zayn.
- Masz jakiś problem, koleś?
- Tak!
- To weź Xenne i Ci minie!- Zayn nie wytrzymał i chciał uderzyć faceta, ale Niall zareagował w odpowiednim momencie i przytrzymał chłopaka. Usiedli obaj, lecz już po 5 minutach znowu rozniósł się krzyk radości z wyniku 3:3. Teraz to już nie było kogo uspokajać, bo Zayn rzucił się na jednego z facetów, Niall na drugiego, a Harry jako oddany przyjaciel na trzeciego. Próbowałam im coś powiedzieć, ale już po chwili przyszło więcej kibiców i z przepychanek zrobiła się bójka na pół stadionu. Szybko wycofałam się z pierwszej linii ognia. Stanęłam na schodach prowadzących do damskiej łazienki. Jedyne co widziałam to jak na zmianę okładają się pięściami kibice. Nagle zauważyłam, że Harry z rozciętą brwią, krwawiącą wargą i mężczyzną pod nogami rozgląda się po trybunach. Pomachałam mu w momencie, gdy zwrócił głowę ku mnie. Mecz został wstrzymany, a na murawę poleciało parę rac. W głośnikach stadionowych brzmiały ostrzeżenia, aby zaprzestano tych poczynań i w tle było słychać syreny policyjne. Harry złapał za koszulkę Zayn'a bijącego się na pięści i w locie ściągnął Niall'a z jakiegoś leżącego kibica. Wszyscy biegli w moją stronę. Nie wiedziałam co robić.
- Do łazienki! Już! - wrzasnął do mnie loczek, a ja od razu pobiegłam na górę. Wszyscy wpadliśmy do damskich kabin.Nikogo na szczęście nie było.
- Boże, jak wy wyglądacie...- przeraziłam się. Każdemu z co najmniej dwóch miejsc na twarzy leciała krew i wszyscy mięli czerwoną ciecz na koszulkach i pięściach.
- Nic nam nie jest.- uciął Harry. W niezbyt dobrym był nastroju. Wszyscy umyli ręce i mniej więcej ogarnęli krwawienie. Chciałam pomóc, ale odepchnęli mnie od siebie, więc stałam w kącie nie odzywając się. Gdy ogłoszono, że mecz został ponownie rozpoczęty wyszliśmy razem z łazienki. Harry trzymając mnie za rękę od razu skierował nas w stronę wyjścia. Gdy znaleźliśmy się na parkingu chłopacy pożegnali się i poszli w swoją stronę. Ruszyliśmy z loczkiem do jego auta. Już miałam wsiąść, ale przypomniało mi się coś.
- Harry, przecież piłeś alkohol, jak będziesz prowadzić?
- Proszę Cię, nie po 4 piwach się jeździło.- i zamknął moje drzwi. Obszedł samochód wsiadł na miejsce kierowcy, odpalił i ruszył. Byłam pod cichym wrażeniem, całą drogę ani razu nie wyjechał na sąsiedni pas, chociaż ulice były puste. Gdy dotarliśmy do domu Harry od razu poszedł do kuchni i wziął sobie piwo.
- Gdzie masz apteczkę?- zapytałam.
- Po co Ci?
- Masz szkło chyba w ranie.- nie wiem jak się tam wzięło, ale chyba ktoś rozbił butelkę na stadionie.
- Na górze w łazience, na górnej półce obok lustra.- odpowiedział nie odrywając się od prognozy pogody. Poszłam i od razu znalazłam czerwoną szkatułkę.
- Harry, proszę usiądź. Opatrzę Cię.- o dziwo zrobił o co prosiłam. Usadowił się na podłodze, a ja uklękłam przed nim. Wyjęłam pensetę i delikatnie wyciągałam odłamki szkła. Ani razu się nie skrzywił tylko co chwile popijał soczek chmielowy. Po opatrzeniu ran Harry nie wstał, tylko patrzył na mnie. W końcu nie wytrzymałam.
- O co chodzi?
- Jesteś piękna.
- Nie zgadzam się. - zaczęłam chować moje narzędzia, gdy poczułam palce loczka pod moją brodą, okręcając ją tak, że musiałam na niego spojrzeć.
- Przepraszam. Miała być niespodzianka, ale teraz to już się nie uda.
- Spoko. To Ty decydujesz co robimy.- odpowiedziałam może trochę za ostro, ale nie mogłam nic na to poradzić.
- Przepraszam- szepnął to słowo i zbliżył się do mnie. Jego oddech muskał moją skórę koło ucha.- Chodźmy spać.
Bez słowa protestu wstałam, zabrałam apteczkę i poszłam do góry. Umyłam zęby i założyłam jedną z jego, za dużych na mnie, koszulek. Weszłam do pokoju i od razu poczułam cudny zapach Harrego. Podszedł do mnie i odgarnął moje włosy na plecy.
- Ładnie Ci w mojej koszulce.- powiedział i objął mnie w talii. Złożył na moich ustach delikatny pocałunek. Nie wiem skąd wzięła się u mnie ochota na niego, ale wpiłam się mocniej w jego usta. Smak papierosów, alkoholu i niego idealnie współgrały. Po chwili leżeliśmy na łóżku. Opanowałam się jednak w momencie, gdy jego ręce znalazły drogę pod bluzkę.
- Mieliśmy iść spać- szepnęłam i zeszłam z niego. Jęknął zawiedziony, lecz ja już leżałam plecami do niego. Poczułam jak jego ręka oplata mnie w pasie i przyciąga do jego umięśnionego torsu. Nie miałam nic przeciwko. Zasnęłam z uśmiechem na twarzy.
-----------------------------------------------------------
CZYTASZ? KOMENTUJ! TO MOTYWUJE!
czwartek, 3 lipca 2014
Rozdział 15
-Słuchaj jest problem. Harry pojechał gdzieś-pewnie na wyścigi. Louis zostawił mi samochód, więc możemy jechać do mnie, co?- zapytał Niall. Kiwnęłam głową na "tak". Dopiero, gdy wyszliśmy na dwór poczułam alkohol we krwi. Nie kołysałam się, ale w głowie mi trochę szumiało. Niebieskooki otworzył przede mną drzwi, a sam szybko obiegł samochód dookoła. Gdy ruszyliśmy patrzyłam w okno na szybko znikające obiekty. Po chwili w aucie zaczęła grać fajna piosenka. Od razu złapałam rytm i przypomniałam sobie słowa. Nagle usłyszałam inny męski głos, delikatny ale bardzo śliczny. Szybko odwróciłam głowę jakbym spodziewała się innej osoby na miejscu kierowcy.
- No co?- zapytał zdziwiony blondyn.
- Jak Ty cudownie śpiewasz!
- Nie przesadzaj- zawstydził się.
- Śpiewaj dalej! Proszę...
- Ale Ty ze mną.- Na ten warunek przystałam. Zaczęliśmy razem śpiewać, ale skończyło się na przekrzykiwaniu i piosenkarza, i siebie. Po skończonej "kłótni" okazało się, że staliśmy pod jego domem. Niall otworzył mi drzwi i jednak musiał pomóc mi wysiąść. Złapałam się go za ramię i razem ruszyliśmy do mieszkania. Od razu, gdy przekroczyliśmy próg, zrzuciłam mega wysokie szpilki. Usiadłam na kanapie w jego ślicznym salonie.
- Niaall!- krzyknęłam w stronę kuchni.
- Słucham?
- Nie mów słucham, bo Cię wyrucham!
- Muszę mówić częściej do Ciebie "słucham"- odpowiedział, a ja się zarumieniłam.
- Przyniesiesz mi drinka?
- A nie wystarczy Ci alkoholu?
- Nie?- odpowiedziałam śmiejąc się. Po chwili chłopak wszedł do pokoju z miską popcornu, chipsów, z paluszkami i czteropakiem piw.
- Boże! Ile Ty masz rąk!- wykrzyknęłam, słysząc charakterystyczne "pssyt". Uśmiechnęłam się, gdy pociągnęłam spory łyk.
- To co? Romansidło, komedie czy horror?- zapytał blondyn stojąc pod ogromną wiszącą plazmą.
- Komedię!
Już po 10 minutach siedzieliśmy na kanapie opychając się fast-foodami i śmiejąc się z pełną buzią. Ta komedia była tak głupia, że aż śmieszna. A komentarze Niall'a były jeszcze zabawniejsze. Po komedii przyszedł czas na coś mocniejszego i niebieskooki włączył "mało straszny" horror. Z czego już na początku po ekranie tryskała krew. W pewnym momencie jakieś oczy pojawiły się tuż przed moją twarzą.
- Aaaaaa!- zaczęłam krzyczeć i wtuliłam się w tors Niall'a. Nagle poczułam wibracje. Podniosłam głowę i zobaczyłam jak chłopak się ze mnie śmieje. Uznałabym to za cudny widok, gdyby nie to, że wyśmiewał się ze mnie. Uderzyłam go z całej siły w ramię.
- Ej! Za co to było?- oburzył się.
- Domyśl się!
- Typowa kobieta- wywrócił oczami i dostał kolejny cios- No dobra, dobra! Ale to czego się wystraszyłaś to był mój kot.
Szybko spojrzałam w dół i zobaczyłam na dywanie małego, białego, puchatego kociaka. Wyciągnęłam ręce, a uradowane zwierzak wskoczył obok mnie. Głaskałam go dłuższy czas, gdy nagle Niall zrzucił go z kanapy.
- Ej! Co Ty robisz?!- oburzyłam się.
- Horror oglądamy, a on mi Cię zabiera.
- Oj, oj, Horanek jest zazdrosny!- pogłaskałam go po jego czuprynie, a on zamruczał. Do końca filmu siedzieliśmy grzecznie. Nagle poczułam się senna. Wzięłam poduszkę i położyłam ją na kolanach chłopaka. Po chwili poczułam uderzenie czymś miękkim w brzuch. Szybko podniosłam głowę i dostałam drugi strzał.
- Ej! Co Ty wyprawiasz?!- i kolejny raz dostałam z puchu. Na tym skończyły się żarty. Wzięłam jakąś poduszkę i oddałam z całej siły Niall'owi w twarz. - Tak się bawimy? Dobra!
Zerwałam się z kanapy i zaczęłam go okładać z każdej strony. Złapał mnie za ręce a ja uciekałam. Gdy już się zmęczyłam schowałam się za wyspą w kuchni.
- Alice? Gdzie jesteś? I tak Cię znaj...- nie dokończył, bo podłożyłam mu nogę i poleciał do przodu jak długi. Miał jednak szczęście, bo zatrzymał się na blacie.- Oj, Oj! Przejebałaś sobie!
Poczułam tak silny uścisk w talii, że aż upuściłam poduszkę. Zostałam przerzucona przez ramię. Czułam tylko jak wchodzimy po schodach i chłopak otwiera drzwi nogą. Szarpałam się, wrzeszczałam i śmiałam się, ale to wszystko było na nic. Zostałam rzucona na miękki materac. Było strasznie ciemno.
- No to teraz się z Tobą policzę- szepnął Niall, a ja się przestraszyłam. Jednak już po chwili zwijałam się ze śmiechu.
- Niall! Przestań, proszę!
- Ale obiecujesz, że już więcej nie podłożysz mi nogi?
- Nie!- i to był mój błąd. Blondas gilgotał mnie jeszcze bardziej. Nie mogłam nabrać powietrza i w ostatniej chwili krzyknęłam- Tak! Nie będę Ci więcej podkładać nóg!
- Obiecujesz?
- Tak.- powiedziałam i starałam się wyrównać mój oddech. Gdy nabierałam powietrza normalnie, zauważyłam w jak niezręcznej pozycji jesteśmy. Niall siedział okrakiem na mnie, nachylając głowę w moją stronę. Był tak blisko, że praktycznie oddychałam jego powietrzem. Jego usta, pełne i różowe bardzo kusiły.
- Niall?
- Hmm?
- Pocałujesz mnie?
- Bardzo bym chciał...- nie dokończył, bo wpiłam się w jego usta. Nie walczył długo ze mną. Jednak sam pocałunek trwał chwilę, bo odsunął się ode mnie.- Ale nie mogę. Harry mnie zabije jak się dowie. Przepraszam.
Wstał ze mnie i patrzył na mnie smutnymi oczami. W tym momencie drzwi jego sypialni rozbłysły światłem.
- O czym się dowiem?- zapytał loczek stojąc i patrząc na nas. Zmieszałam się, ale Niall był opanowany.
- O tym, że pozwoliłbym schlać jej się jeszcze bardziej- uśmiechnął się, ale jego oczy nadal były puste.
- To dobrze, że nie pozwoliłeś- pochwalił Harry. Podszedł do mnie- Chodź śliczna, idziemy do mnie spać.
Szczerze nie chciałam. Chciałam zostać z Niall'em, ale wiedziałam, że on nie lubi sprzeciwu. Wstałam grzecznie i złapałam zielonookiego za rękę. Mijając blondasa "przypadkowo" dotknęłam jego biodra i puściłam oczko.
-----------------------------------------------
Tak wiem zawiodłam. Miałam plan dodawać co tydzień, ale wena mnie opuściła. Przepraszam. Mam nadzieję, że ten nie jest aż tak zły. Mnie osobiście nie bardzo się podoba :/
CZYTASZ? KOMENTUJ! TO MOTYWUJE!
piątek, 13 czerwca 2014
Rozdział 14
Przed domem Harrego stał jakiś samochód. Gdy podjechaliśmy bliżej, zauważyłam blond czuprynę przez szybę.
- Czy on nie ma swojego domu?- zapytałam z ciekawości.
- Haha, dobre- pochwalił mnie Harry. Wysiedliśmy i już stał obok nas Niall. Wszyscy podeszliśmy do bagażnika.
- No ile mog..- przerwał, gdy Harry otworzył tył- kurwa, ile wy tego nakupowaliście?!
Zaczęłam się śmiać i podniosłam ręce w obronnym geście.
- To nie ja tyle chciałam- obroniłam się. Loczek podał mi klucze do domu i razem z niebieskookim wziął torby z ciuchami. Poszłam do kuchni i otworzyłam lodówkę. Przez te zakupy zgłodniałam trochę. I strasznie mi się chciało pić! Nie zdążyłam niczego znaleźć, bo chłopacy weszli do pomieszczenia.
- To co Alice, zgadzasz się? - spytał Harry.
- Ale na co?
- Na imprezę!- zawołał Niall.
- Hmm... może być- uśmiechnęłam się.
- Okey, to idź się uszykować, a ja muszę z Tobą pogadać- powiedział zielonookim poważnie do Nialla. Wolałam się nie wtrącać, więc grzecznie poszłam do góry. Założyłam sukienkę, którą wybrał mi mój porywacz. Była to krótka czarna kiecka na ramiączkach. Do góry była koronka zasłaniająca dekolt i na dole również ją kończyła. Założyłam do niej wysoki pomarańczowe szpilki i zrobiłam mocny makijaż. Na moje nieszczęście zapomniałam w centrum kupić specjalnych soczewek. Po skończeniu wyglądałam jednym słowem zajebiście. Zeszłam na dół i zajrzałam do salonu. Na kanapie siedzieli chłopcy i o czymś gadali.
- Stary wiem, że Ty się wpakowałeś w niezłe gówno ale...- przerwał Niall, kierując wzrok na mnie.- Wow! Wyglądasz kusząco!
Za te słowa dostał chyba cios w brzuch od Harrego, bo zaczął zwijać się z bólu. Jednak już po chwili wszyscy byliśmy gotowi do wyjścia. Harry otworzył mi drzwi do auta, a niebieskooki wrzucił się (dosłownie) na tylne siedzenie. Całą drogę chłopacy gadali o bezsensownych rzeczach. Ja patrzyłam za okno i zastanawiałam się w jakie "gówno" wpakował się loczek. Nagle samochód zatrzymał się pod najlepszym klubem w mieście. Wyszliśmy z samochodu. Przy wejściu Harry i Niall przybili piątkę z ochroniarzem.
- Niezłą lalę wyrwaliście!
- Pilnuj słów- ostrzegł mój porywacz, a koleś odsunął się ukazując wnętrze klubu. Odór alkoholu i papierosów od razu dotarł do moich nozdrzy. Szczerze, to nie przeszkadzało mi to. Chciałam iść do baru, ale w połowie drogi zatrzymała mnie ręka na mojej talii.
- W tamtą stronę jest nasz stolik.
- Ale ja chcę się napić!- protestowałam.
- Za chwilę- nalegał zielonooki. Czułam się jak w powtórce koszmaru. Te same schody. Ten sam stolik. Ci sami chłopacy. Tylko dziwki się na nich zmieniły. Ostatnio co widzę to wkurwioną twarz Zayn'a. Chyba mnie uderzył. Nie wiem, bo wpadłam w szał. Porwanie, uczucia, złość- wszystko wyszło na wierzch. Zaczęłam uderzać jak popadnie. Po twarzy, torsie, kopałam ,aż w końcu trafiłam w jego czułe miejsce i upadł. Nie zdążyłam go dobić bo czyjeś ręce mnie odciągnęły. Wyrwałam się, pobiegłam do baru i zamówiłam najmocniejszego drinka. Wypiłam go na raz i widziałam jak Zayn był wyprowadzany przez Liam'a i Louis'a. Niall natomiast szarpał się z zielonookim. W końcu loczek wyrwał się i wyszedł innymi drzwiami niż wcześniej poszkodowany. Szybkim ruchem opróżniłam kolejną szklankę. Moje i blondasa oczy odnalazły się. Ruszył w moją stronę, a ja nie wiele myśląc pobiegłam do łazienki i zamknęłam się w kabinie.
- Alice, jesteś tutaj?
- Kraina czarów mnie pochłonęła!
- Ha ha ha! Bardzo śmieszne. Ale teraz otwórz.- prosił Niall. Nie wiem czemu to zrobiłam, ale w drzwiach stal już blondyn- co to było Al?
- Nie chcę gadać.
- Ok, to chodź koło umywalek i posiedzimy razem.
Damska łazienka. Dziwne, bo cała pusta. To się nie zdarza często. Usiedliśmy pod ścianą i milczeliśmy.
- Ja... przepraszam.- nie wiem czemu?!
- Nie Twoja wina. Już dawno powinien dostać łomot.
- Ale ja nie dlatego... ja znowu TO zrobiłam! A obiecałam, że nie będę... - Niall patrzył na mnie jak na idiotkę. Musiałam mu wytłumaczyć- Ja już kiedyś kogoś tak pobiłam.
- Każdemu się zdarza...- chciał pocieszyć, ale mu nie pozwoliłam.
- Mam karę w zawieszeniu. Dwa lata będę siedzieć jak Zayn powie to policji! Rozumiesz? Ja nie chcę...
- Posłuchaj on tego nie zgłosi, bo sam jest dilerem!
Zamilkłam. No tak. Jaka ja jestem głupia. Ale to nie zmienia stanu rzeczy. Pobiłam kolejnego kolesia.
- A opowiesz mi... no chyba, że nie masz ochoty!
- Nie spoko. To było parę lat temu. Chyba miałam wtedy 15 lat. Nadal nie mogłam pogodzić się ze śmiercią ojca. Zanim moja matka zostawiła nas to mieszkaliśmy w małym mieszkaniu w bloku. Lubiłam tam przychodzić, pomimo panującej tam pustki. Puszczałam muzę na full'a w słuchawkach i tańczyłam. Tego dnia ktoś tam był. A raczej dwie osoby. Usłyszałam dźwięki, których nie mogłam znieść. Nie wiem czemu poszłam do dawnej sypialni rodziców. To co zobaczyłam... Matka w objęciach innego. Nie wiele myśląc rzuciłam się z pięściami na faceta. Już wtedy umiałam trochę sztuk walki. Ta zdzira krzyczała, że mam przestać, ale wpadłam w szał!- niebieskooki złapał mnie za rękę, a ja kontynuowałam- On ledwo oddychał. Krew lała się po całej podłodze. Podeszłam do matki i przywaliłam jej pięścią w twarz. Nic więcej nie zrobiłam, bo do mieszkania nie wiadomo skąd wpadł Noah. Żałuję, że połamałam żebra, ramię i nos kolesiowi, który właściwie nic nie zrobił, a ona miała tylko podbite oko.
- Wow! Historia jak z filmu! Nie wiedziałem, że masz tyle siły!- objął mnie ramieniem.
- Teraz jeszcze więcej.
- Ale wiesz co mnie zastanawia? Większość dziewczyn już by płakała, a Ty nic.
- To już inna historia, ale ja jestem zbyt uparta. Nie poddam się- powiedziałam to bardziej do siebie niż do niego.
- I dobrze.
- Horan! Weź małolatę i wypad z klubu!- warknął jakiś facet w czerni przy drzwiach. Wstaliśmy, a ja przechodząc obok nadepnęłam szpilką kolesiowi na nogę.
- Jestem dorosła- syknęłam.
---------------------------------------------------
I oto kolejny! :3 sorki, że tak długo czekaliście :( mam nadzieję, że się opłacało :)
CZEKAM NA KOMENTARZE!!
- Czy on nie ma swojego domu?- zapytałam z ciekawości.
- Haha, dobre- pochwalił mnie Harry. Wysiedliśmy i już stał obok nas Niall. Wszyscy podeszliśmy do bagażnika.
- No ile mog..- przerwał, gdy Harry otworzył tył- kurwa, ile wy tego nakupowaliście?!
Zaczęłam się śmiać i podniosłam ręce w obronnym geście.
- To nie ja tyle chciałam- obroniłam się. Loczek podał mi klucze do domu i razem z niebieskookim wziął torby z ciuchami. Poszłam do kuchni i otworzyłam lodówkę. Przez te zakupy zgłodniałam trochę. I strasznie mi się chciało pić! Nie zdążyłam niczego znaleźć, bo chłopacy weszli do pomieszczenia.
- To co Alice, zgadzasz się? - spytał Harry.
- Ale na co?
- Na imprezę!- zawołał Niall.
- Hmm... może być- uśmiechnęłam się.
- Okey, to idź się uszykować, a ja muszę z Tobą pogadać- powiedział zielonookim poważnie do Nialla. Wolałam się nie wtrącać, więc grzecznie poszłam do góry. Założyłam sukienkę, którą wybrał mi mój porywacz. Była to krótka czarna kiecka na ramiączkach. Do góry była koronka zasłaniająca dekolt i na dole również ją kończyła. Założyłam do niej wysoki pomarańczowe szpilki i zrobiłam mocny makijaż. Na moje nieszczęście zapomniałam w centrum kupić specjalnych soczewek. Po skończeniu wyglądałam jednym słowem zajebiście. Zeszłam na dół i zajrzałam do salonu. Na kanapie siedzieli chłopcy i o czymś gadali.
- Stary wiem, że Ty się wpakowałeś w niezłe gówno ale...- przerwał Niall, kierując wzrok na mnie.- Wow! Wyglądasz kusząco!
Za te słowa dostał chyba cios w brzuch od Harrego, bo zaczął zwijać się z bólu. Jednak już po chwili wszyscy byliśmy gotowi do wyjścia. Harry otworzył mi drzwi do auta, a niebieskooki wrzucił się (dosłownie) na tylne siedzenie. Całą drogę chłopacy gadali o bezsensownych rzeczach. Ja patrzyłam za okno i zastanawiałam się w jakie "gówno" wpakował się loczek. Nagle samochód zatrzymał się pod najlepszym klubem w mieście. Wyszliśmy z samochodu. Przy wejściu Harry i Niall przybili piątkę z ochroniarzem.
- Niezłą lalę wyrwaliście!
- Pilnuj słów- ostrzegł mój porywacz, a koleś odsunął się ukazując wnętrze klubu. Odór alkoholu i papierosów od razu dotarł do moich nozdrzy. Szczerze, to nie przeszkadzało mi to. Chciałam iść do baru, ale w połowie drogi zatrzymała mnie ręka na mojej talii.
- W tamtą stronę jest nasz stolik.
- Ale ja chcę się napić!- protestowałam.
- Za chwilę- nalegał zielonooki. Czułam się jak w powtórce koszmaru. Te same schody. Ten sam stolik. Ci sami chłopacy. Tylko dziwki się na nich zmieniły. Ostatnio co widzę to wkurwioną twarz Zayn'a. Chyba mnie uderzył. Nie wiem, bo wpadłam w szał. Porwanie, uczucia, złość- wszystko wyszło na wierzch. Zaczęłam uderzać jak popadnie. Po twarzy, torsie, kopałam ,aż w końcu trafiłam w jego czułe miejsce i upadł. Nie zdążyłam go dobić bo czyjeś ręce mnie odciągnęły. Wyrwałam się, pobiegłam do baru i zamówiłam najmocniejszego drinka. Wypiłam go na raz i widziałam jak Zayn był wyprowadzany przez Liam'a i Louis'a. Niall natomiast szarpał się z zielonookim. W końcu loczek wyrwał się i wyszedł innymi drzwiami niż wcześniej poszkodowany. Szybkim ruchem opróżniłam kolejną szklankę. Moje i blondasa oczy odnalazły się. Ruszył w moją stronę, a ja nie wiele myśląc pobiegłam do łazienki i zamknęłam się w kabinie.
- Alice, jesteś tutaj?
- Kraina czarów mnie pochłonęła!
- Ha ha ha! Bardzo śmieszne. Ale teraz otwórz.- prosił Niall. Nie wiem czemu to zrobiłam, ale w drzwiach stal już blondyn- co to było Al?
- Nie chcę gadać.
- Ok, to chodź koło umywalek i posiedzimy razem.
Damska łazienka. Dziwne, bo cała pusta. To się nie zdarza często. Usiedliśmy pod ścianą i milczeliśmy.
- Ja... przepraszam.- nie wiem czemu?!
- Nie Twoja wina. Już dawno powinien dostać łomot.
- Ale ja nie dlatego... ja znowu TO zrobiłam! A obiecałam, że nie będę... - Niall patrzył na mnie jak na idiotkę. Musiałam mu wytłumaczyć- Ja już kiedyś kogoś tak pobiłam.
- Każdemu się zdarza...- chciał pocieszyć, ale mu nie pozwoliłam.
- Mam karę w zawieszeniu. Dwa lata będę siedzieć jak Zayn powie to policji! Rozumiesz? Ja nie chcę...
- Posłuchaj on tego nie zgłosi, bo sam jest dilerem!
Zamilkłam. No tak. Jaka ja jestem głupia. Ale to nie zmienia stanu rzeczy. Pobiłam kolejnego kolesia.
- A opowiesz mi... no chyba, że nie masz ochoty!
- Nie spoko. To było parę lat temu. Chyba miałam wtedy 15 lat. Nadal nie mogłam pogodzić się ze śmiercią ojca. Zanim moja matka zostawiła nas to mieszkaliśmy w małym mieszkaniu w bloku. Lubiłam tam przychodzić, pomimo panującej tam pustki. Puszczałam muzę na full'a w słuchawkach i tańczyłam. Tego dnia ktoś tam był. A raczej dwie osoby. Usłyszałam dźwięki, których nie mogłam znieść. Nie wiem czemu poszłam do dawnej sypialni rodziców. To co zobaczyłam... Matka w objęciach innego. Nie wiele myśląc rzuciłam się z pięściami na faceta. Już wtedy umiałam trochę sztuk walki. Ta zdzira krzyczała, że mam przestać, ale wpadłam w szał!- niebieskooki złapał mnie za rękę, a ja kontynuowałam- On ledwo oddychał. Krew lała się po całej podłodze. Podeszłam do matki i przywaliłam jej pięścią w twarz. Nic więcej nie zrobiłam, bo do mieszkania nie wiadomo skąd wpadł Noah. Żałuję, że połamałam żebra, ramię i nos kolesiowi, który właściwie nic nie zrobił, a ona miała tylko podbite oko.
- Wow! Historia jak z filmu! Nie wiedziałem, że masz tyle siły!- objął mnie ramieniem.
- Teraz jeszcze więcej.
- Ale wiesz co mnie zastanawia? Większość dziewczyn już by płakała, a Ty nic.
- To już inna historia, ale ja jestem zbyt uparta. Nie poddam się- powiedziałam to bardziej do siebie niż do niego.
- I dobrze.
- Horan! Weź małolatę i wypad z klubu!- warknął jakiś facet w czerni przy drzwiach. Wstaliśmy, a ja przechodząc obok nadepnęłam szpilką kolesiowi na nogę.
- Jestem dorosła- syknęłam.
---------------------------------------------------
I oto kolejny! :3 sorki, że tak długo czekaliście :( mam nadzieję, że się opłacało :)
CZEKAM NA KOMENTARZE!!
sobota, 31 maja 2014
Rozdział 13
Obudziłam się sama w pokoju. Na podłodze nie było śladu po legowisku Harrego. Wstałam i poszłam na dół. Zapach od razu pokierował mnie do kuchni, był bardzo kuszący.
- O! Moja chrapiąca księżniczka się obudziła.
- Co?!
- Tak ciągnęłaś komara- zaczął Harry, ale skończył ledwo powstrzymując śmiech- że spać nie mogłem.
- Żarty sobie robisz- podeszłam do niego i wsadziłam mu pace w żebra- co dobrego dla mnie masz?
- Tu są naleśniki- wskazał palcem na stos ułożonych placków. Na sam widok leci ślina- ale...
- Ale one są dla mnie!! Ty możesz zrobić sobie płatki z mlekiem- do kuchni wparował Niall z miną mordercy.
- Niall!! -skarcił go loczek.
- No dobra, dam Ci dwa- spuścił głowę jak dziecko, ale już po chwili byłam w jego objęciach- Żartowałem! Jemy na spółkę!
- Czy on zawsze musi tu być? On mi wyżera jedzenie. I zabiera Ciebie!- zwróciłam się do Harrego z miną pieska. Loczek nie wiedział co zrobić. Wybuchnęliśmy śmiechem z niebieskookim i przybiliśmy sobie piątkę.
- Za karę nie ma naleśników!
- Już będziemy grzeczni! - jak chór wrzasnęliśmy i usiedliśmy przy stole.
- Dobre brządące- pogłaskał nas po włosach i pocałował mnie w policzek.
- Ja też chcę!- nastawił swoją prawą stronę twarzy Niall. Wybuchłam śmiechem tak mocno, że aż oplułam loczka. Po śniadaniu poszłam się wykąpać i przebrać w inne ciuchy Harrego. Gdy zeszłam na dół chłopacy oglądali mecz.
- Chcesz jechać na zakupy?- spytał loczuś.
- A mogę wyjść z Twojej twierdzy?
- Jeśli wyjdę z Tobą- uśmiechnął się cwaniacko.
- To co Niall, dziś w nocy pod drzwiami będziesz czekać?- mrugnęłam do blondasa.
- Jeżeli chcesz piec się na żywca w ogniu to ok- wywróciłam oczami i ruszyłam w stronę korytarza. Moje buty wypolerowane stały obok Harrego adidasów. Już po 10 minutach byliśmy pod centrum handlowym. Od razu ruszyłam do ulubionych sklepów, ale przy pierwszej wystawie zatrzymałam się raptownie.
- Przecież ja nie mam kasy.
- Spokojnie, ja stawiam-zero limitu- uśmiechnął się do mnie jakby czytał w myślach. Przymierzałam setki ciuchów i większość z nich brałam. Harry w ogóle nie marudził i chodził za mną posłusznie. Nie dość, że płacił to jeszcze nosił zakupy. Gdy przeszliśmy prawie całe centrum, loczek zaprowadził mnie do kawiarni. Usiedliśmy w kącie i zamówiliśmy sobie gorącą czekoladę.
- Wiesz co, jest mały problem...
- Jaki?- wystraszyłam się.
- No bo Twoje ciuchy nie zmieszczą się pod łóżko i będę musiał posprzątać w garderobie- jęknął niezadowolony, a ja wybuchłam śmiechem. Po chwili już sączyłam czekoladę. Nagle w wejściu zarejestrowałam znajomy ruch. Nie zdążyłam się przyjrzeć, bo jakaś siła wcisnęła mnie między torby z zakupami na podłogę. Dopiero teraz zdałam sobie ile ich było! Całkiem mnie zakryły!
- Gdzie jest Alice?!- wybuchł znajomy.
- Nie wiem- powiedział bez stresu w głosie Harry.
- Jeżeli dowiem się, że coś jej zrobiłeś, zabiję Cię!
- Mam nadzieję, że najpierw odstrzelę Ci jaja.- usłyszałam kroki oddalającego się faceta.- Dobra możesz wyjść.
- Kto to był?- zapytałam, gdy wygrzebałam się z ciuchów.
- Jace.
Po tym słowie serce mi stanęło. On mnie szuka! Może powinnam wybiec i znaleźć go. Z moich rozmyślań wyrwał mnie uścisk na mojej dłoni. Byłam ciągnięta do wyjścia przez mojego porywacza. Odwróciłam głowę i zobaczyłam coś na widok czego wyrwałam się loczkowi i pobiegłam na drugą stronę fontanny.
- Gdzie uciekasz?- zapytał Harry, gdy dobiegł do mnie. Usiadłam na najbliższej ławce i schowałam twarz w dłonie. Chciałam płakać, ale nie mogłam. Nie robiłam tego od śmierci ojca. To była moja obietnica, że będę twarda.
- Hej, co się dzieje?- zaczął głaskać mnie po plecach.
- On mnie wcale nie szuka- zaczęłam i ledwo powstrzymywałam łzy- znalazł inną, całował ją, jakaś głupia blondynka, przecież on mnie kochał, jestem aż tak beznadziejna?
Swój słowotok przerwał mi uścisk mocno umięśnionych ramion.
- On jest głupcem, nie widzi, ile jesteś warta- szepnął jakby sam do siebie i dodał głośno- chodź pokarzę Ci najlepszy sklep w całym centrum. Nie chciałam iść, ale on wręcz mnie tam zaciągnął. Sklep wspaniały, ogromny i cały z bielizną. Dostałam do ręki bardzo śliczny biustonosz i majtki całe z koronki i zostałam pokierowana do przymierzalni. Nie chętnie się ubrałam, gdy zasłonka nagle się odchyliła i burza loków wparowała do mojej strefy prywatnej.
- Ślicznie wyglądasz- powiedział uwodzicielsko, a ja nagle poczułam przypływ pewności siebie.
- Naprawdę?- zarzuciłam ręce na jego szyję.
- Naprawdę- szepnął i nachylił się w moją stronę. Nie wiele myśląc pocałowałam go. Jego język bez oporów znalazł się w mojej buzi, badając wnętrze. Jego ręce zaczęły wędrować od ramion do talii, a ja bawiłam się loczkami. Nagle jego ręce powędrowały do moich mało okrytych pośladków. Przerwałam pocałunek i odsunęłam się.
- Nie przesadzaj!- powiedziałam.
- Dokończymy w domu- mrugnął okiem, uśmiechnął się i wyszedł. Przewróciłam oczami i przebrałam się w moje ciuchy. Wyszłam i ruszyłam w stronę kasy. Na ladzie leżała już pełna torba zakupów. Harry zapłacił i wyszliśmy.
- Jesteś śliczna- powiedział mi prosto do ucha i złapał mnie za rękę.
---------------------------------------------
I oto kolejny! :3
Miał być wczoraj, ale nie zdążyłam przepisać xD mam nadzieję, że się nie zawiedliście :p czekam na KOMENTARZE :D
Zapraszam na stronkę ze spisami fanfiction :D www.spisfanfiction.blogspot.com
- O! Moja chrapiąca księżniczka się obudziła.
- Co?!
- Tak ciągnęłaś komara- zaczął Harry, ale skończył ledwo powstrzymując śmiech- że spać nie mogłem.
- Żarty sobie robisz- podeszłam do niego i wsadziłam mu pace w żebra- co dobrego dla mnie masz?
- Tu są naleśniki- wskazał palcem na stos ułożonych placków. Na sam widok leci ślina- ale...
- Ale one są dla mnie!! Ty możesz zrobić sobie płatki z mlekiem- do kuchni wparował Niall z miną mordercy.
- Niall!! -skarcił go loczek.
- No dobra, dam Ci dwa- spuścił głowę jak dziecko, ale już po chwili byłam w jego objęciach- Żartowałem! Jemy na spółkę!
- Czy on zawsze musi tu być? On mi wyżera jedzenie. I zabiera Ciebie!- zwróciłam się do Harrego z miną pieska. Loczek nie wiedział co zrobić. Wybuchnęliśmy śmiechem z niebieskookim i przybiliśmy sobie piątkę.
- Za karę nie ma naleśników!
- Już będziemy grzeczni! - jak chór wrzasnęliśmy i usiedliśmy przy stole.
- Dobre brządące- pogłaskał nas po włosach i pocałował mnie w policzek.
- Ja też chcę!- nastawił swoją prawą stronę twarzy Niall. Wybuchłam śmiechem tak mocno, że aż oplułam loczka. Po śniadaniu poszłam się wykąpać i przebrać w inne ciuchy Harrego. Gdy zeszłam na dół chłopacy oglądali mecz.
- Chcesz jechać na zakupy?- spytał loczuś.
- A mogę wyjść z Twojej twierdzy?
- Jeśli wyjdę z Tobą- uśmiechnął się cwaniacko.
- To co Niall, dziś w nocy pod drzwiami będziesz czekać?- mrugnęłam do blondasa.
- Jeżeli chcesz piec się na żywca w ogniu to ok- wywróciłam oczami i ruszyłam w stronę korytarza. Moje buty wypolerowane stały obok Harrego adidasów. Już po 10 minutach byliśmy pod centrum handlowym. Od razu ruszyłam do ulubionych sklepów, ale przy pierwszej wystawie zatrzymałam się raptownie.
- Przecież ja nie mam kasy.
- Spokojnie, ja stawiam-zero limitu- uśmiechnął się do mnie jakby czytał w myślach. Przymierzałam setki ciuchów i większość z nich brałam. Harry w ogóle nie marudził i chodził za mną posłusznie. Nie dość, że płacił to jeszcze nosił zakupy. Gdy przeszliśmy prawie całe centrum, loczek zaprowadził mnie do kawiarni. Usiedliśmy w kącie i zamówiliśmy sobie gorącą czekoladę.
- Wiesz co, jest mały problem...
- Jaki?- wystraszyłam się.
- No bo Twoje ciuchy nie zmieszczą się pod łóżko i będę musiał posprzątać w garderobie- jęknął niezadowolony, a ja wybuchłam śmiechem. Po chwili już sączyłam czekoladę. Nagle w wejściu zarejestrowałam znajomy ruch. Nie zdążyłam się przyjrzeć, bo jakaś siła wcisnęła mnie między torby z zakupami na podłogę. Dopiero teraz zdałam sobie ile ich było! Całkiem mnie zakryły!
- Gdzie jest Alice?!- wybuchł znajomy.
- Nie wiem- powiedział bez stresu w głosie Harry.
- Jeżeli dowiem się, że coś jej zrobiłeś, zabiję Cię!
- Mam nadzieję, że najpierw odstrzelę Ci jaja.- usłyszałam kroki oddalającego się faceta.- Dobra możesz wyjść.
- Kto to był?- zapytałam, gdy wygrzebałam się z ciuchów.
- Jace.
Po tym słowie serce mi stanęło. On mnie szuka! Może powinnam wybiec i znaleźć go. Z moich rozmyślań wyrwał mnie uścisk na mojej dłoni. Byłam ciągnięta do wyjścia przez mojego porywacza. Odwróciłam głowę i zobaczyłam coś na widok czego wyrwałam się loczkowi i pobiegłam na drugą stronę fontanny.
- Gdzie uciekasz?- zapytał Harry, gdy dobiegł do mnie. Usiadłam na najbliższej ławce i schowałam twarz w dłonie. Chciałam płakać, ale nie mogłam. Nie robiłam tego od śmierci ojca. To była moja obietnica, że będę twarda.
- Hej, co się dzieje?- zaczął głaskać mnie po plecach.
- On mnie wcale nie szuka- zaczęłam i ledwo powstrzymywałam łzy- znalazł inną, całował ją, jakaś głupia blondynka, przecież on mnie kochał, jestem aż tak beznadziejna?
Swój słowotok przerwał mi uścisk mocno umięśnionych ramion.
- On jest głupcem, nie widzi, ile jesteś warta- szepnął jakby sam do siebie i dodał głośno- chodź pokarzę Ci najlepszy sklep w całym centrum. Nie chciałam iść, ale on wręcz mnie tam zaciągnął. Sklep wspaniały, ogromny i cały z bielizną. Dostałam do ręki bardzo śliczny biustonosz i majtki całe z koronki i zostałam pokierowana do przymierzalni. Nie chętnie się ubrałam, gdy zasłonka nagle się odchyliła i burza loków wparowała do mojej strefy prywatnej.
- Ślicznie wyglądasz- powiedział uwodzicielsko, a ja nagle poczułam przypływ pewności siebie.
- Naprawdę?- zarzuciłam ręce na jego szyję.
- Naprawdę- szepnął i nachylił się w moją stronę. Nie wiele myśląc pocałowałam go. Jego język bez oporów znalazł się w mojej buzi, badając wnętrze. Jego ręce zaczęły wędrować od ramion do talii, a ja bawiłam się loczkami. Nagle jego ręce powędrowały do moich mało okrytych pośladków. Przerwałam pocałunek i odsunęłam się.
- Nie przesadzaj!- powiedziałam.
- Dokończymy w domu- mrugnął okiem, uśmiechnął się i wyszedł. Przewróciłam oczami i przebrałam się w moje ciuchy. Wyszłam i ruszyłam w stronę kasy. Na ladzie leżała już pełna torba zakupów. Harry zapłacił i wyszliśmy.
- Jesteś śliczna- powiedział mi prosto do ucha i złapał mnie za rękę.
---------------------------------------------
I oto kolejny! :3
Miał być wczoraj, ale nie zdążyłam przepisać xD mam nadzieję, że się nie zawiedliście :p czekam na KOMENTARZE :D
Zapraszam na stronkę ze spisami fanfiction :D www.spisfanfiction.blogspot.com
piątek, 23 maja 2014
Rozdział 12
Nagle w oczach Niall'a pojawiła się panika. Ale Harry ze spokojem odszedł od kuchenki.
- Luz, to na pewni Liam- rzucił- a Ty siadaj, śliczna.
Zrobiłam jak kazał, w końcu to on mnie porwał. Po chwili do pomieszczenia weszło dwóch chłopaków.
- O siema Alice- uśmiechnął się do mnie jeden- pamiętasz, Louis jestem.
-Pamiętam.- podszedł do mnie i podniósł mnie z krzesła przytulając.
- Wiedziałem, że loczuś nie wytrzyma 48 godzin trzymając Cię w piwnicy.
- No dobra, dobra! Wygrałeś!- drugi mężczyzna wyciągnął dychę i podał Louis'owi.
- Ha! Mówiłem Liam, że zawsze mam rację!
- No dzięki chłopaki, że się o mnie zakładacie- zrobił obrażoną minę- głodna?
Potrząsnęłam ochoczo głową i już po chwili stał przede mną talerz z naleśnikami, a obok słoik z dżemem jabłkowym. Zaczęłam szybko pałaszować danie.
- Ej! Dla niej zrobiłeś, a ja to co?- oburzył się blondas. Wszyscy wybuchli śmiechem. Po skończonym posiłku przenieśliśmy się do salonu z ogromną plazmą. Przez cały ten czas nie odzywałam się, chyba, że ktos zadał mi pytanie. Usiedliśmy na kanapie, a Niall włączył telewizor i nastawił na mecz Irlandii. Chłopacy cały czas pili piwo. Nie wiem w którym momencie stałam się senna, ale położyłam głowę na ramię Harrego i zamknęłam oczy. Ocknęłam się, gdy było już po meczu, na stole stało dwa razy więcej puszek, a wszyscy zbierali się do chaty. Harry wstał z kanapy i poszedł odprowadzić gości, a ja poczłapałam za nim. Każdy przytulił mnie i powiedział "dobranoc", Louis dodatkowo potargał mi włosy. Gdy zamknęli drzwi przeszedł mnie dreszcz.
- Zimno Ci?- zamruczał Harry i zbliżył się do mnie- Chodź to Cię rozgrzeję, śliczna.
Napierał na mnie tak, że uderzyłam plecami o ścianę. Było od niego czuć alkohol.
- Zostaw mnie- szepnęłam, ale on nie zwracał uwagi. Jego ręce były już na mojej talii. Usta miał coraz bliżej moich. Nagle sięgnął dłonią niżej i ścisnął mój pośladek.
- Pozwól się rozgrzać -powiedział niskim uwodzicielskim głosem i przyssał się do mojej szyi. Durgą ręką odgarnął moje włosy i robił mokrą ścieżkę coraz wyżej.- Daj się ponieść emocjom.
Ja jednak nie miałam zamiaru tego robić i szybkim ruchem wyrwałam się z jego objęć. Ruszyłam w stronę salonu, ale zatrzymałam się, gdy warknął:
- Mnie się nie odmawia! Będzie kara.
- Sama trafię do piwnicy.- jedyne co mogłam powiedzieć i szybko pobiegłam do schodów w dół. Gdy wbiegłam do pomieszczenia od razu usiadłam pod ścianą. Zakryłam twarz dłońmi i zaczęłam płakać. Nie wiem jak długo tak siedziałam, ale poczułam ciepłe dłonie na moich. Nie ruszałam się nawet.
- Przepraszam- szepnął- spójrz na mnie.
Nie wiem co mnie skłoniło do tego, że opuściłam dłonie. Może ten smutny głos. W jego oczach kryła się skrucha i ból.
- Nie chciałem Cie urazić- otarł moje łzy kciukami nadal trzymając moje dłonie w swoich- po alkoholu często mi odwala, a do tego zapomniałem jaka jesteś delikatna.
Delikatna? No dzięki...
- Nie jestem delikatna. Nic o mnie nie wiesz- warknęłam.
- Proszę, opowiedz mi o sobie- wręcz błagał.
-Jestem zmęczona- oznajmiłam i wyrwałam swoje dłonie z uścisku. Wstał, złapał mnie za łokcie i podniósł do pozycji pionowej.
- W takim razie idziemy spać!- złapał mnie w pasie i przerzucił jak worek ziemniaków.
- Gdzie..? Dokąd mnie niesiesz?- zaczęłam się wiercić, jednak już po chwili zrezygnowałam. Był zbyt silny. wszedł po schodach na piętro i kopniakiem otworzył drzwi. Położył mnie na czymś miękkim. To było łóżko- jego łóżko.
- Chcesz skorzystać jeszcze z łazienki?- pokręciłam przecząco głową i wtoczyła się wyżej na materac.- Spoko.
Wcisnął przycisk obok światła i momentalnie rolety pozamykały się. Zamknął dom i włączył alarm. Zgasił światło i zaczął się rozbierać. Po chwili miejsce obok mnie zaczęło skrzypieć.
- Co Ty robisz?- zapytał zdziwiony, gdy zabrałam narzutę i zsunęłam się na podłogę.
- Idę spać- oznajmiłam.
- Na podłodze?
- Nie będę spać obok Ciebie- nagle wstał i już bałam się, że wrócę do piwnicy, ale Harry poszedł do włącznika. W pomieszczeniu zrobiło się jasno. Podszedł do szafy, wyciągnął drugą kołdrę i poduszkę. Rzucił obok mnie.
- Nie będziesz spać księżniczko na ziemi.- powiedział, nachylił się i podniósł mnie na łóżko. Pocałował mnie w czoło. Zgasił światło i położył się obok na podłodze. Wyplątałam rękę z kołdry i dotknęłam nią policzka loczka. On wziął ją w swoją i pocałował wewnętrzną stronę.
- Dziękuję- szepnęłam, a on w odpowiedzi złączył nasze palce. Byłam tak zmęczona, że nawet nie wiem kiedy zasnęłam
---------------------------------------
Hej! Przepraszam, że tak Was zaniedbałam! :c ale szkoła, wycieczka a do tego BRAK WENY zrobiły swoje... mam nadzieję, że zmotywujecie i wyślecie trochę weny przez KOMENTARZE :)
- Luz, to na pewni Liam- rzucił- a Ty siadaj, śliczna.
Zrobiłam jak kazał, w końcu to on mnie porwał. Po chwili do pomieszczenia weszło dwóch chłopaków.
- O siema Alice- uśmiechnął się do mnie jeden- pamiętasz, Louis jestem.
-Pamiętam.- podszedł do mnie i podniósł mnie z krzesła przytulając.
- Wiedziałem, że loczuś nie wytrzyma 48 godzin trzymając Cię w piwnicy.
- No dobra, dobra! Wygrałeś!- drugi mężczyzna wyciągnął dychę i podał Louis'owi.
- Ha! Mówiłem Liam, że zawsze mam rację!
- No dzięki chłopaki, że się o mnie zakładacie- zrobił obrażoną minę- głodna?
Potrząsnęłam ochoczo głową i już po chwili stał przede mną talerz z naleśnikami, a obok słoik z dżemem jabłkowym. Zaczęłam szybko pałaszować danie.
- Ej! Dla niej zrobiłeś, a ja to co?- oburzył się blondas. Wszyscy wybuchli śmiechem. Po skończonym posiłku przenieśliśmy się do salonu z ogromną plazmą. Przez cały ten czas nie odzywałam się, chyba, że ktos zadał mi pytanie. Usiedliśmy na kanapie, a Niall włączył telewizor i nastawił na mecz Irlandii. Chłopacy cały czas pili piwo. Nie wiem w którym momencie stałam się senna, ale położyłam głowę na ramię Harrego i zamknęłam oczy. Ocknęłam się, gdy było już po meczu, na stole stało dwa razy więcej puszek, a wszyscy zbierali się do chaty. Harry wstał z kanapy i poszedł odprowadzić gości, a ja poczłapałam za nim. Każdy przytulił mnie i powiedział "dobranoc", Louis dodatkowo potargał mi włosy. Gdy zamknęli drzwi przeszedł mnie dreszcz.
- Zimno Ci?- zamruczał Harry i zbliżył się do mnie- Chodź to Cię rozgrzeję, śliczna.
Napierał na mnie tak, że uderzyłam plecami o ścianę. Było od niego czuć alkohol.
- Zostaw mnie- szepnęłam, ale on nie zwracał uwagi. Jego ręce były już na mojej talii. Usta miał coraz bliżej moich. Nagle sięgnął dłonią niżej i ścisnął mój pośladek.
- Pozwól się rozgrzać -powiedział niskim uwodzicielskim głosem i przyssał się do mojej szyi. Durgą ręką odgarnął moje włosy i robił mokrą ścieżkę coraz wyżej.- Daj się ponieść emocjom.
Ja jednak nie miałam zamiaru tego robić i szybkim ruchem wyrwałam się z jego objęć. Ruszyłam w stronę salonu, ale zatrzymałam się, gdy warknął:
- Mnie się nie odmawia! Będzie kara.
- Sama trafię do piwnicy.- jedyne co mogłam powiedzieć i szybko pobiegłam do schodów w dół. Gdy wbiegłam do pomieszczenia od razu usiadłam pod ścianą. Zakryłam twarz dłońmi i zaczęłam płakać. Nie wiem jak długo tak siedziałam, ale poczułam ciepłe dłonie na moich. Nie ruszałam się nawet.
- Przepraszam- szepnął- spójrz na mnie.
Nie wiem co mnie skłoniło do tego, że opuściłam dłonie. Może ten smutny głos. W jego oczach kryła się skrucha i ból.
- Nie chciałem Cie urazić- otarł moje łzy kciukami nadal trzymając moje dłonie w swoich- po alkoholu często mi odwala, a do tego zapomniałem jaka jesteś delikatna.
Delikatna? No dzięki...
- Nie jestem delikatna. Nic o mnie nie wiesz- warknęłam.
- Proszę, opowiedz mi o sobie- wręcz błagał.
-Jestem zmęczona- oznajmiłam i wyrwałam swoje dłonie z uścisku. Wstał, złapał mnie za łokcie i podniósł do pozycji pionowej.
- W takim razie idziemy spać!- złapał mnie w pasie i przerzucił jak worek ziemniaków.
- Gdzie..? Dokąd mnie niesiesz?- zaczęłam się wiercić, jednak już po chwili zrezygnowałam. Był zbyt silny. wszedł po schodach na piętro i kopniakiem otworzył drzwi. Położył mnie na czymś miękkim. To było łóżko- jego łóżko.
- Chcesz skorzystać jeszcze z łazienki?- pokręciłam przecząco głową i wtoczyła się wyżej na materac.- Spoko.
Wcisnął przycisk obok światła i momentalnie rolety pozamykały się. Zamknął dom i włączył alarm. Zgasił światło i zaczął się rozbierać. Po chwili miejsce obok mnie zaczęło skrzypieć.
- Co Ty robisz?- zapytał zdziwiony, gdy zabrałam narzutę i zsunęłam się na podłogę.
- Idę spać- oznajmiłam.
- Na podłodze?
- Nie będę spać obok Ciebie- nagle wstał i już bałam się, że wrócę do piwnicy, ale Harry poszedł do włącznika. W pomieszczeniu zrobiło się jasno. Podszedł do szafy, wyciągnął drugą kołdrę i poduszkę. Rzucił obok mnie.
- Nie będziesz spać księżniczko na ziemi.- powiedział, nachylił się i podniósł mnie na łóżko. Pocałował mnie w czoło. Zgasił światło i położył się obok na podłodze. Wyplątałam rękę z kołdry i dotknęłam nią policzka loczka. On wziął ją w swoją i pocałował wewnętrzną stronę.
- Dziękuję- szepnęłam, a on w odpowiedzi złączył nasze palce. Byłam tak zmęczona, że nawet nie wiem kiedy zasnęłam
---------------------------------------
Hej! Przepraszam, że tak Was zaniedbałam! :c ale szkoła, wycieczka a do tego BRAK WENY zrobiły swoje... mam nadzieję, że zmotywujecie i wyślecie trochę weny przez KOMENTARZE :)
sobota, 3 maja 2014
Rozdział 11
Po przebudzeniu bolała mnie strasznie głowa. Było mi zimno. Szybko otworzyłam oczy. Wszędzie ciemno. Próbowałam sobie przypomnieć co się wczoraj stało, ale nic nie pamiętałam od momentu tańca na środku parkietu. Co się później działo? Wstałam chwiejąc się. Dlaczego mam na sobie męską marynarkę? Co tu się kurwa stało? Podeszłam do drzwi, nacisnęłam klamkę i nic. Raz, drugi, trzeci...
- Kurwa!- krzyknęłam i uderzyła w drzwi piąstką.
- Nie tak ostro, śliczna- zgrzytanie klucza w zamku, nciśnięcie klamki, słup światła i ta morda- śniadanko przyniosłem!
- Możesz mi kurwa wytłumaczyć o co tu chodzi?!
- Zostałaś uprowadzona- nienawidzę Zayn'a!
- Jak... przecież... narkotyki!- Harry uśmiechnął się, że nareszcie zrozumiała,.
- Brawo pędziwiatrze!- uśmiechnął się złośliwie Zayn.- Zostaw jej tą tacę i wracaj na górę.
Harry wykonał polecenie, a ja nawet nie spojrzałam na niego. Usłyszałam zamykanie drzwi i przekręcanie klucza. Poprostu wspaniale! Zamknięta, sama i do tego w rozerwanej spódniczce i marynarce Harrego! Szybko zdjęłam ją i rzuciłam w kąt. Już wolę zmarznąć niż nosić jego marynarkę. I co ja mam teraz zrobić? Usiadłam pod ścianą i oparłam głowę. Musiałam być nieźle zmęczona, bo nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
Gdy się obudziłam, otworzyłam oczy z nadzieją, że to wszystko był sen. Pomyliłam się jednak. Byłam cała zmarznięta i głodna. Ale za nic w świecie nie ruszę tego żarcia od niego! Nagle usłyszałam zgrzytanie drzwi.
- Hej śliczna- urwał raptownie Harry- nic Ci nie jest?
Już chciałam wypalić tekst o opiekuńczości, ale ugryzłam się w język. Będzie strajk głodowy i nie będę się do niego odzywać. Podbiegł do mnie, gdy ukucnął w jego oczach kryło się przerażenie.
- Al? Alice? Nie rób sobie żartów!- potrząsnął mną. Spojrzałam na niego z wzrokiem mordercy.- A rozumiem. Strajk.
Podniosłam się z podłogi i zachwiałam się, lecz nie zdążyłam upaść, bo ręce Harrego szybko mnie złapały.
- Nic nie zjadłaś, prawda?- spojrzał ze smutkiem na pełną tacę.- Chodź wykąpiesz się i zjesz coś.
Tym mnie zaskoczył! On chce coś dla mnie zrobić! Nie wiedziałam jednak jaki jest ukryty podstęp, więc zaczęłam się sprzeciwiać. Nie trwało to długo, ponieważ wziął mnie na ręce i zaniósł. Nie wiem jak długo siedziałam w piwnicy, ale gdy tylko wyszliśmy na parter, oślepiło mnie światło. Jęknęłam i ukryłam twarz w piersi Harrego. Mój porywacz tylko się zaśmiał i zaniósł na piętro. Otworzył drzwi kopniakiem i posadził na wannie.
- Poczekasz tu na mnie grzecznie?- zapytał podejrzliwie.- Wracam za pięć minut.
Wyszedł. Światło nadal było oślepiające, a do tego te biało-zielone ściany. Łazienka była duża z dwoma umywalkami, ogromnym lustrem, wanną, prysznicem i kwiatami. Naprawdę musi mieć kasy. Wstałam i podeszłam do lustra. Na twarzy miałam pełno zadrapań, siniaków. Włosy posklejane od potu, kurzu, a nawet błota. Miałam tak brudną buzię, że nawet nie wiedziałam czy mam rozmazany makijaż. Już miałam odkręcić wodę i zmyć brud, ale w tym momencie do pomieszczenia wszedł Harry z ręcznikami i jakimiś ubraniami.
- Przyniosłem dla Ciebie moją koszulę i bokserki, a jak chcesz możesz wyprać bieliznę.- podszedł do mnie- wyczyścimy Cię, śliczna.
Zaczął mnie rozbierać. Odsunęłam się od niego z szybkością pantery i przyjęłam pozycję podstawową z boksu. To że zabrał mi broń nie oznacza, że nie umiem się bronić.
- Ej, ej! Ja mam pokojowe zamiary- uśmiechnął się delikatnie- No dobra to ja się odwrócę i wypiorę Twoje ciuchy, a Ty wskakuj pod prysznic.
Na szczęście prysznic miał pociemniane szyby, więc mnie nie widział. Oczywiście rozebrałam się w środku, tak żeby nie mógł nic zobaczyć. Ciepła woda, tego było mi trzeba. Byłam tak brudna, że woda od razu robiła się brązowa. Po pięciu minutach odwróciłam się przodem do Harrego. Stał nad umywalką, piorąc coś ręcznie. Jego mięśnie na plecach rozkurczały się i skurczały. Nagle wrzasnęłam i szybko odsunęłam się od strumienia wody.
- Co się stało?- mój porywacz stał pod kabiną.
- Zimno.
Szybko umyłam włosy i ciało. Wyciągnęłam rękę, aby sięgnąć po ręcznik, ale na nic nie natrafiłam. Podniosłam głowę i ujrzałam stojącego Harrego z rozłożonym ręcznikiem na długość jego ramion.
- Daj.
- No chodź śliczna- zachęcał przecudnym uśmiechem.
- Nie.- i zamknęłam drzwi od prysznica.
- No dobra, wygrałaś.- dał mi ręcznik i położył ciuchy na blacie obok umywalki.- Ubierz się i zejdź na dół. Będę w kuchni.
Wytarłam się, założyłam bieliznę i wciągnęłam przez głowę jego koszulkę, sięgała mi do połowy ud. Jego bokserki były tak duże, że na mnie leżały jak krótkie spodenki. W szafie miałam jeszcze krótsze sukienki, więc nie krępowałam się długością mojego stroju. Jednak ten zapach. O Boże, wariuję Jabłka- to chyba tak pachniał jego szampon. Wytarłam włosy i zdałam sobie sprawę, że nigdzie nie znalazłam suszarki, był tylko grzebień. No nic, trzeba było się zadowolić tym co było. Wyszłam z łazienki na boso. Ruszyłam ku schodom i poczułam przecudny zapach, dopiero teraz przypomniałam sobie jak jestem głodna. Zeszłam na dół i stanęłam w progu kuchni jak wmurowana.
- Alice, pamiętasz Niall'a z klubu?- zapytał Harry.
- Tak- powiedziałam prawie szeptem. Blondyn odwrócił się w moją stronę i jego uśmiech zniknął.
- Stary, co ona tu robi? Wiesz, że jak Zayn...
Rozległo się pukanie do drzwi.
--------------------------------------------------
Oto kolejny rozdział! I co sądzicie ? :)
- Kurwa!- krzyknęłam i uderzyła w drzwi piąstką.
- Nie tak ostro, śliczna- zgrzytanie klucza w zamku, nciśnięcie klamki, słup światła i ta morda- śniadanko przyniosłem!
- Możesz mi kurwa wytłumaczyć o co tu chodzi?!
- Zostałaś uprowadzona- nienawidzę Zayn'a!
- Jak... przecież... narkotyki!- Harry uśmiechnął się, że nareszcie zrozumiała,.
- Brawo pędziwiatrze!- uśmiechnął się złośliwie Zayn.- Zostaw jej tą tacę i wracaj na górę.
Harry wykonał polecenie, a ja nawet nie spojrzałam na niego. Usłyszałam zamykanie drzwi i przekręcanie klucza. Poprostu wspaniale! Zamknięta, sama i do tego w rozerwanej spódniczce i marynarce Harrego! Szybko zdjęłam ją i rzuciłam w kąt. Już wolę zmarznąć niż nosić jego marynarkę. I co ja mam teraz zrobić? Usiadłam pod ścianą i oparłam głowę. Musiałam być nieźle zmęczona, bo nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
Gdy się obudziłam, otworzyłam oczy z nadzieją, że to wszystko był sen. Pomyliłam się jednak. Byłam cała zmarznięta i głodna. Ale za nic w świecie nie ruszę tego żarcia od niego! Nagle usłyszałam zgrzytanie drzwi.
- Hej śliczna- urwał raptownie Harry- nic Ci nie jest?
Już chciałam wypalić tekst o opiekuńczości, ale ugryzłam się w język. Będzie strajk głodowy i nie będę się do niego odzywać. Podbiegł do mnie, gdy ukucnął w jego oczach kryło się przerażenie.
- Al? Alice? Nie rób sobie żartów!- potrząsnął mną. Spojrzałam na niego z wzrokiem mordercy.- A rozumiem. Strajk.
Podniosłam się z podłogi i zachwiałam się, lecz nie zdążyłam upaść, bo ręce Harrego szybko mnie złapały.
- Nic nie zjadłaś, prawda?- spojrzał ze smutkiem na pełną tacę.- Chodź wykąpiesz się i zjesz coś.
Tym mnie zaskoczył! On chce coś dla mnie zrobić! Nie wiedziałam jednak jaki jest ukryty podstęp, więc zaczęłam się sprzeciwiać. Nie trwało to długo, ponieważ wziął mnie na ręce i zaniósł. Nie wiem jak długo siedziałam w piwnicy, ale gdy tylko wyszliśmy na parter, oślepiło mnie światło. Jęknęłam i ukryłam twarz w piersi Harrego. Mój porywacz tylko się zaśmiał i zaniósł na piętro. Otworzył drzwi kopniakiem i posadził na wannie.
- Poczekasz tu na mnie grzecznie?- zapytał podejrzliwie.- Wracam za pięć minut.
Wyszedł. Światło nadal było oślepiające, a do tego te biało-zielone ściany. Łazienka była duża z dwoma umywalkami, ogromnym lustrem, wanną, prysznicem i kwiatami. Naprawdę musi mieć kasy. Wstałam i podeszłam do lustra. Na twarzy miałam pełno zadrapań, siniaków. Włosy posklejane od potu, kurzu, a nawet błota. Miałam tak brudną buzię, że nawet nie wiedziałam czy mam rozmazany makijaż. Już miałam odkręcić wodę i zmyć brud, ale w tym momencie do pomieszczenia wszedł Harry z ręcznikami i jakimiś ubraniami.
- Przyniosłem dla Ciebie moją koszulę i bokserki, a jak chcesz możesz wyprać bieliznę.- podszedł do mnie- wyczyścimy Cię, śliczna.
Zaczął mnie rozbierać. Odsunęłam się od niego z szybkością pantery i przyjęłam pozycję podstawową z boksu. To że zabrał mi broń nie oznacza, że nie umiem się bronić.
- Ej, ej! Ja mam pokojowe zamiary- uśmiechnął się delikatnie- No dobra to ja się odwrócę i wypiorę Twoje ciuchy, a Ty wskakuj pod prysznic.
Na szczęście prysznic miał pociemniane szyby, więc mnie nie widział. Oczywiście rozebrałam się w środku, tak żeby nie mógł nic zobaczyć. Ciepła woda, tego było mi trzeba. Byłam tak brudna, że woda od razu robiła się brązowa. Po pięciu minutach odwróciłam się przodem do Harrego. Stał nad umywalką, piorąc coś ręcznie. Jego mięśnie na plecach rozkurczały się i skurczały. Nagle wrzasnęłam i szybko odsunęłam się od strumienia wody.
- Co się stało?- mój porywacz stał pod kabiną.
- Zimno.
Szybko umyłam włosy i ciało. Wyciągnęłam rękę, aby sięgnąć po ręcznik, ale na nic nie natrafiłam. Podniosłam głowę i ujrzałam stojącego Harrego z rozłożonym ręcznikiem na długość jego ramion.
- Daj.
- No chodź śliczna- zachęcał przecudnym uśmiechem.
- Nie.- i zamknęłam drzwi od prysznica.
- No dobra, wygrałaś.- dał mi ręcznik i położył ciuchy na blacie obok umywalki.- Ubierz się i zejdź na dół. Będę w kuchni.
Wytarłam się, założyłam bieliznę i wciągnęłam przez głowę jego koszulkę, sięgała mi do połowy ud. Jego bokserki były tak duże, że na mnie leżały jak krótkie spodenki. W szafie miałam jeszcze krótsze sukienki, więc nie krępowałam się długością mojego stroju. Jednak ten zapach. O Boże, wariuję Jabłka- to chyba tak pachniał jego szampon. Wytarłam włosy i zdałam sobie sprawę, że nigdzie nie znalazłam suszarki, był tylko grzebień. No nic, trzeba było się zadowolić tym co było. Wyszłam z łazienki na boso. Ruszyłam ku schodom i poczułam przecudny zapach, dopiero teraz przypomniałam sobie jak jestem głodna. Zeszłam na dół i stanęłam w progu kuchni jak wmurowana.
- Alice, pamiętasz Niall'a z klubu?- zapytał Harry.
- Tak- powiedziałam prawie szeptem. Blondyn odwrócił się w moją stronę i jego uśmiech zniknął.
- Stary, co ona tu robi? Wiesz, że jak Zayn...
Rozległo się pukanie do drzwi.
--------------------------------------------------
Oto kolejny rozdział! I co sądzicie ? :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)