sobota, 3 maja 2014

Rozdział 11

Po przebudzeniu bolała mnie strasznie głowa. Było mi zimno. Szybko otworzyłam oczy. Wszędzie ciemno. Próbowałam sobie przypomnieć co się wczoraj stało, ale nic nie pamiętałam od momentu tańca na środku parkietu. Co się później działo? Wstałam chwiejąc się. Dlaczego mam na sobie męską marynarkę? Co tu się kurwa stało? Podeszłam do drzwi, nacisnęłam klamkę i nic. Raz, drugi, trzeci...
- Kurwa!- krzyknęłam i uderzyła w drzwi piąstką.
- Nie tak ostro, śliczna- zgrzytanie klucza w zamku, nciśnięcie klamki, słup światła i ta morda- śniadanko przyniosłem!
- Możesz mi kurwa wytłumaczyć o co tu chodzi?!
- Zostałaś uprowadzona- nienawidzę Zayn'a!
- Jak... przecież... narkotyki!- Harry uśmiechnął się, że nareszcie zrozumiała,.
- Brawo pędziwiatrze!- uśmiechnął się złośliwie Zayn.- Zostaw jej tą tacę i wracaj na górę.
Harry wykonał polecenie, a ja nawet nie spojrzałam na niego. Usłyszałam zamykanie drzwi i przekręcanie klucza. Poprostu wspaniale! Zamknięta, sama i do tego w rozerwanej spódniczce i marynarce Harrego! Szybko zdjęłam ją i rzuciłam w kąt. Już wolę zmarznąć niż nosić jego marynarkę. I co ja mam teraz zrobić? Usiadłam pod ścianą i oparłam głowę. Musiałam być nieźle zmęczona, bo nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
Gdy się obudziłam, otworzyłam oczy z nadzieją, że to wszystko był sen. Pomyliłam się jednak. Byłam cała zmarznięta i głodna. Ale za nic w świecie nie ruszę tego żarcia od niego! Nagle usłyszałam zgrzytanie drzwi.
- Hej śliczna- urwał raptownie Harry- nic Ci nie jest?
Już chciałam wypalić tekst o opiekuńczości, ale ugryzłam się w język. Będzie strajk głodowy i nie będę się do niego odzywać. Podbiegł do mnie, gdy ukucnął w jego oczach kryło się przerażenie.
- Al? Alice? Nie rób sobie żartów!- potrząsnął mną. Spojrzałam na niego z wzrokiem mordercy.- A rozumiem. Strajk.
Podniosłam się z podłogi i zachwiałam się, lecz nie zdążyłam upaść, bo ręce Harrego szybko mnie złapały.
- Nic nie zjadłaś, prawda?- spojrzał ze smutkiem na pełną tacę.- Chodź wykąpiesz się i zjesz coś.
Tym mnie zaskoczył! On chce coś dla mnie zrobić! Nie wiedziałam jednak jaki jest ukryty podstęp, więc zaczęłam się sprzeciwiać. Nie trwało to długo, ponieważ wziął mnie na ręce i zaniósł. Nie wiem jak długo siedziałam w piwnicy, ale gdy tylko wyszliśmy na parter, oślepiło mnie światło. Jęknęłam i ukryłam twarz w piersi Harrego. Mój porywacz tylko się zaśmiał i zaniósł na piętro. Otworzył drzwi kopniakiem i posadził na wannie.
- Poczekasz tu na mnie grzecznie?- zapytał podejrzliwie.- Wracam za pięć minut.
Wyszedł. Światło nadal było oślepiające, a do tego te biało-zielone ściany. Łazienka była duża z dwoma umywalkami, ogromnym lustrem, wanną, prysznicem i kwiatami. Naprawdę musi mieć kasy. Wstałam i podeszłam do lustra. Na twarzy miałam pełno zadrapań, siniaków. Włosy posklejane od potu, kurzu, a nawet błota. Miałam tak brudną buzię, że nawet nie wiedziałam czy mam rozmazany makijaż. Już miałam odkręcić wodę i zmyć brud, ale w tym momencie do pomieszczenia wszedł Harry z ręcznikami i jakimiś ubraniami.
- Przyniosłem dla Ciebie moją koszulę i bokserki, a jak chcesz możesz wyprać bieliznę.- podszedł do mnie- wyczyścimy Cię, śliczna.
Zaczął mnie rozbierać. Odsunęłam się od niego z szybkością pantery i przyjęłam pozycję podstawową z boksu. To że zabrał mi broń nie oznacza, że nie umiem się bronić.
- Ej, ej! Ja mam pokojowe zamiary- uśmiechnął się delikatnie- No dobra to ja się odwrócę i wypiorę Twoje ciuchy, a Ty wskakuj pod prysznic.
Na szczęście prysznic miał pociemniane szyby, więc mnie nie widział. Oczywiście rozebrałam się w środku, tak żeby nie mógł nic zobaczyć. Ciepła woda, tego było mi trzeba. Byłam tak brudna, że woda od razu robiła się brązowa. Po pięciu minutach odwróciłam się przodem do Harrego. Stał nad umywalką, piorąc coś ręcznie. Jego mięśnie na plecach rozkurczały się i skurczały. Nagle wrzasnęłam i szybko odsunęłam się od strumienia wody.
- Co się stało?- mój porywacz stał pod kabiną.
- Zimno.
Szybko umyłam włosy i ciało. Wyciągnęłam rękę, aby sięgnąć po ręcznik, ale na nic nie natrafiłam. Podniosłam głowę i ujrzałam stojącego Harrego z rozłożonym ręcznikiem na długość jego ramion.
- Daj.
- No chodź śliczna- zachęcał przecudnym uśmiechem.
- Nie.- i zamknęłam drzwi od prysznica.
- No dobra, wygrałaś.- dał mi ręcznik i położył ciuchy na blacie obok umywalki.- Ubierz się i zejdź na dół. Będę w kuchni.
Wytarłam się, założyłam bieliznę i wciągnęłam przez głowę jego koszulkę, sięgała mi do połowy ud. Jego bokserki były tak duże, że na mnie leżały jak krótkie spodenki. W szafie miałam jeszcze krótsze sukienki, więc nie krępowałam się długością mojego stroju. Jednak ten zapach. O Boże, wariuję Jabłka- to chyba tak pachniał jego szampon. Wytarłam włosy i zdałam sobie sprawę, że nigdzie nie znalazłam suszarki, był tylko grzebień. No nic, trzeba było się zadowolić tym co było. Wyszłam z łazienki na boso. Ruszyłam ku schodom i poczułam przecudny zapach, dopiero teraz przypomniałam sobie jak jestem głodna. Zeszłam na dół i stanęłam w progu kuchni jak wmurowana.
- Alice, pamiętasz Niall'a z klubu?- zapytał Harry.
- Tak- powiedziałam prawie szeptem. Blondyn odwrócił się w moją stronę i jego uśmiech zniknął.
- Stary, co ona tu robi? Wiesz, że jak Zayn...
Rozległo się pukanie do drzwi.
--------------------------------------------------
Oto kolejny rozdział! I co sądzicie ? :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz