wtorek, 15 kwietnia 2014

Rozdział 9

Zatańczyliśmy do kilku piosenek. Zaprosił mnie na drinka. Nie miałam jak odmówić. Jak zawsze starałam się nie słuchać, aby się do niego nie przywiązać. Jace siedział blisko w razie czego. Po 30 minutach stwierdziłam, że już czas. Zapytałam się go czy nie wyszedłby ze mną, ponieważ muszę zapalić. Udało się! Mrugnęłam do Jace'a. Ruszył za nami.
- Przepraszam, mogę prosić panią na słowo?- znowu ten debil!
- Jestem zajęta, nie mam czasu- odpowiedziałam grzecznie, posyłając mu mordercze spojrzenie. Na szczęście dał za wygraną. Dlaczego ten Harry utrudnia mi życie?!
Wyszłam na dwór razem z moim celem. Już widziałam zbliżający się samochód Noah'a.
- Nie ładnie mieć długi- uśmiechnęłam się do zdezorienowanego mężczyzny. Właśnie w tym momencie Jace złapał go za ramię, a drzwi otworzyły się od samochodu. Wepchnęli go do środka beż zatrzymywania się.
- Dobra akcja- posłał mi uśmiech Jace i złapał mnie za rękę. Nie protestowałam. Podeszliśmy do jego auta. Otworzył mi drzwi. Usiadłam się na miejscu pasażera, a po chwili już jechaliśmy.
- Wkurwić Cię jak zawsze?
- Nie dzięki, ten idiota, Harry, wystarczająco podniósł mi ciśnienie- odpowiedziałam mu bardziej oschle niż zamierzałam. Spojrzał się na mnie podejrzliwie, ale nic nie powiedział. Całą drogę milczeliśmy. Po dojechaniu do naszej tajnej kryjówki nie czekałam aż Jace otworzy mi drzwi. Wyszłam z samochodu mocno uderzając szpilkami w beton. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak bardzo tego potrzebuję. Byłam już przy wejściu, gdy usłyszałam, że mój towarzysz dorównał mi kroku.
- Dasz radę- wyszczerzył się Jace i klepnął mnie w lewy pośladek. Gdyby wzrok mógł zabijać! Weszłam do pomieszczenia w momencie zakończenia wiązania faceta przez Simona i Chad'a. Powysyłali sobie porozumiewawcze spojrzenia. Zdjęłam marynarkę i związałam włosy w kucyka. Moje rysy twarzy wyglądają wtedy surowiej. Dałam chłopakom znak, że mogą odwrócić krzesło z nieszczęśnikiem, gdy sama wzięłam mój pistolet. Twarz mojej ofiary była wykrzywiona z bólu i przerażenia.
- Odsłońcie mu usta- rozkazałam. Moi towarzysze byli bardzo zdziwieni, ale to ja tu teraz rządziłam, więc zrobili to co chciałam. Podeszłam bliżej krzesła.
- Błagam nie...
- Shhh...- uspokoiłam go- jak masz na imię?
Mówiłam to beztrosko, tak jakbyśmy prowadzili nadal spokojną rozmowę przy drinku.
- Pio... Piotr- jego głos się łamał.
- Jak ślicznie!- wyszczerzyłam się. Podeszłam jeszcze bliżej.
- To co Piotrze, było warto ćpać?- patrzył na mnie nie zrozumiałym wzrokiem.
- Ja nie ćpam- powiedział pewnie, ale dodał smutno- ale moja żona...
- Ohh... jak przykro! Ale dług ma coś, a raczej dużo- byłam tak zła na Harrego, że nawet nie współczułam temu kolesiowi. Zbliżyłam się jeszcze bardziej. Nachyliłam się tak, że miał idealny widok na mój biust.
- To co wolisz kulkę czy czas ?- mruknęłam mu do ucha.
-Czas - powiedział nie pewnie.
- Dobra odpowiedź- powiedziałam, szczerząc zęby i siadając na nim okrakiem- ale wiesz, że tak wolno Cię nie puścimy, co? Musimy jakoś Ci pomóc zapamiętać o nas. No i teraz znowu mam dwie opcje. Rozcięta warga i podbite oko czy skopany brzuch i rozcięta ręka ?
Piotr patrzył na mnie z przerażeniem. Kocham to uczucie, gdy inni się mnie boją. Koleś nie wiedział co powiedzieć.
- Hmm... skoro jesteś niezdecydowany to wszystko na raz?
- Nie... proszę...- zrobił błagalne oczy, co mnie jeszcze bardziej rozłościło.
-Chłopacy dajcie mi żyletkę- nie jestem masochistką, ani nie lubię sprawiać bólu innym, ale dziś coś mnie napadło. Wzięłam od Lucka potrzebne ostre narzędzie i zbliżyłam do twarzy Piotra. Jego oczy były rozszerzone w nienaturalny sposób. Czaiło się w nich przerażone, zdziwione i ból.
- Wiesz co Piotrze, oszczędzę Twojej twarzyczki- lekka ulga- a może jednak nie.
Znowu się napiął ze strachu, gdy przyłożyłam ostrze do jego policzka. Lubię bawić się uczuciami i obserwować reakcje. Zbliżyłam i oddaliłam jeszcze kilka razy żyletkę. Za ostatnim razem przybliżyłam tak blisko, że Piotr zamknął oczy. Skórę a ostrze dzieliły milimetry, gdy zamiast dotknąć go zimnym przedmiotem, musnęłam jego policzek małym palcem. Piotr drgnął, a mój uśmiech wyglądał pewnie jak u psychopaty.
- Cii... spokojnie- szepnęłam- pokażę Ci co tracisz mając żonę.
Poruszyłam biodrami zataczając koło. Ustawiłam żyletkę w ukosie do jego dolnej wargi i jednym ruchem rozcięłam ją. Krew zaczęła płynąć. Miał zamknięte oczy.
- Już możesz otworzyć- powiedziałam, a on posłusznie wykonał. Zbliżyłam jeszcze bardziej moje biodra.
- A co powiesz na...
- Al... koniec!- powiedział Noah tak donośnie, że aż odwróciłam głowę w jego stronę.
- Przykro mi, musimy się pożegnać Piotrze- powiedziałam i pocałowałam go w policzek. Wstałam, rzuciłam żyletkę na stół, wzięłam marynarkę z torebką i wyszłam z pomieszczenia. Muszę coś jeszcze załatwić...
-------------------------------------------------------
taaa daaaa! :D i co jak oceniacie ? =)

1 komentarz: