czwartek, 3 lipca 2014

Rozdział 15

-Słuchaj jest problem. Harry pojechał gdzieś-pewnie na wyścigi. Louis zostawił mi samochód, więc możemy jechać do mnie, co?- zapytał Niall. Kiwnęłam głową na "tak". Dopiero, gdy wyszliśmy na dwór poczułam alkohol we krwi. Nie kołysałam się, ale w głowie mi trochę szumiało. Niebieskooki otworzył przede mną drzwi, a sam szybko obiegł samochód dookoła. Gdy ruszyliśmy patrzyłam w okno na szybko znikające obiekty. Po chwili w aucie zaczęła grać fajna piosenka. Od razu złapałam rytm i przypomniałam sobie słowa. Nagle usłyszałam inny męski głos, delikatny ale bardzo śliczny. Szybko odwróciłam głowę jakbym spodziewała się innej osoby na miejscu kierowcy.
- No co?- zapytał zdziwiony blondyn.
- Jak Ty cudownie śpiewasz! 
- Nie przesadzaj- zawstydził się. 
- Śpiewaj dalej! Proszę...
- Ale Ty ze mną.- Na ten warunek przystałam. Zaczęliśmy razem śpiewać, ale skończyło się na przekrzykiwaniu i piosenkarza, i siebie. Po skończonej "kłótni" okazało się, że staliśmy pod jego domem. Niall otworzył mi drzwi i jednak musiał pomóc mi wysiąść. Złapałam się go za ramię i razem ruszyliśmy do mieszkania. Od razu, gdy przekroczyliśmy próg, zrzuciłam mega wysokie szpilki. Usiadłam na kanapie w jego ślicznym  salonie. 
- Niaall!- krzyknęłam w stronę kuchni. 
- Słucham?
- Nie mów słucham, bo Cię wyrucham!
- Muszę mówić częściej do Ciebie "słucham"- odpowiedział, a ja się zarumieniłam. 
- Przyniesiesz mi drinka?
- A nie wystarczy Ci alkoholu?
- Nie?- odpowiedziałam śmiejąc się. Po chwili chłopak wszedł do pokoju z miską popcornu, chipsów, z paluszkami i czteropakiem piw. 
- Boże! Ile Ty masz rąk!- wykrzyknęłam, słysząc charakterystyczne "pssyt". Uśmiechnęłam się, gdy pociągnęłam spory łyk. 
- To co? Romansidło, komedie czy horror?- zapytał blondyn stojąc pod ogromną wiszącą plazmą. 
- Komedię! 
Już po 10 minutach siedzieliśmy na kanapie opychając się fast-foodami i śmiejąc się z pełną buzią. Ta komedia była tak głupia, że aż śmieszna. A komentarze Niall'a były jeszcze zabawniejsze. Po komedii przyszedł czas na coś mocniejszego i niebieskooki włączył "mało straszny" horror. Z czego już na początku po ekranie tryskała krew. W pewnym momencie jakieś oczy pojawiły się tuż przed moją twarzą. 
- Aaaaaa!- zaczęłam krzyczeć i wtuliłam się w tors Niall'a. Nagle poczułam wibracje. Podniosłam głowę i zobaczyłam jak chłopak się ze mnie śmieje. Uznałabym to za cudny widok, gdyby nie to, że wyśmiewał się ze mnie. Uderzyłam go z całej siły w ramię. 
- Ej! Za co to było?- oburzył się. 
- Domyśl się!
- Typowa kobieta- wywrócił oczami i dostał kolejny cios- No dobra, dobra! Ale to czego się wystraszyłaś to był mój kot. 
Szybko spojrzałam w dół i zobaczyłam na dywanie małego, białego, puchatego kociaka. Wyciągnęłam ręce, a uradowane zwierzak wskoczył obok mnie. Głaskałam go dłuższy czas, gdy nagle Niall zrzucił go z kanapy. 
- Ej! Co Ty robisz?!- oburzyłam się.
- Horror oglądamy, a on mi Cię zabiera. 
- Oj, oj, Horanek jest zazdrosny!- pogłaskałam go po jego czuprynie, a on zamruczał. Do końca filmu siedzieliśmy grzecznie. Nagle poczułam się senna. Wzięłam poduszkę i położyłam ją na kolanach chłopaka. Po chwili poczułam uderzenie czymś miękkim w brzuch. Szybko podniosłam głowę i dostałam drugi strzał. 
- Ej! Co Ty wyprawiasz?!- i kolejny raz dostałam z puchu. Na tym skończyły się żarty. Wzięłam jakąś poduszkę i oddałam z całej siły Niall'owi w twarz. - Tak się bawimy? Dobra! 
Zerwałam się z kanapy i zaczęłam go okładać z każdej strony. Złapał mnie za ręce a ja uciekałam. Gdy już się zmęczyłam schowałam się za wyspą w kuchni. 
- Alice? Gdzie jesteś? I tak Cię znaj...- nie dokończył, bo podłożyłam mu nogę i poleciał do przodu jak długi. Miał jednak szczęście, bo zatrzymał się na blacie.- Oj, Oj! Przejebałaś sobie! 
Poczułam tak silny uścisk w talii, że aż upuściłam poduszkę. Zostałam przerzucona przez ramię. Czułam tylko jak wchodzimy po schodach i chłopak otwiera drzwi nogą. Szarpałam się, wrzeszczałam i śmiałam się, ale to wszystko było na nic. Zostałam rzucona na miękki materac. Było strasznie ciemno. 
- No to teraz się z Tobą policzę- szepnął Niall, a ja się przestraszyłam. Jednak już po chwili zwijałam się ze śmiechu. 
- Niall! Przestań, proszę! 
- Ale obiecujesz, że już więcej nie podłożysz mi nogi? 
- Nie!- i to był mój błąd. Blondas gilgotał mnie jeszcze bardziej. Nie mogłam nabrać powietrza i w ostatniej chwili krzyknęłam- Tak! Nie będę Ci więcej podkładać nóg! 
- Obiecujesz?
- Tak.- powiedziałam i starałam się wyrównać mój oddech. Gdy nabierałam powietrza normalnie, zauważyłam w jak niezręcznej pozycji jesteśmy. Niall siedział okrakiem na mnie, nachylając głowę w moją stronę. Był tak blisko, że praktycznie oddychałam jego powietrzem. Jego usta, pełne i różowe bardzo kusiły. 
- Niall?
- Hmm?
- Pocałujesz mnie?
- Bardzo bym chciał...- nie dokończył, bo wpiłam się w jego usta. Nie walczył długo ze mną. Jednak sam pocałunek trwał chwilę, bo odsunął się ode mnie.- Ale nie mogę. Harry mnie zabije jak się dowie. Przepraszam.
Wstał ze mnie i patrzył na mnie smutnymi oczami. W tym momencie drzwi jego sypialni rozbłysły światłem. 
- O czym się dowiem?- zapytał loczek stojąc i patrząc na nas. Zmieszałam się, ale Niall był opanowany.
- O tym, że pozwoliłbym schlać jej się jeszcze bardziej- uśmiechnął się, ale jego oczy nadal były puste. 
- To dobrze, że nie pozwoliłeś- pochwalił Harry. Podszedł do mnie- Chodź śliczna, idziemy do mnie spać.
Szczerze nie chciałam. Chciałam zostać z Niall'em, ale wiedziałam, że on nie lubi sprzeciwu. Wstałam grzecznie i złapałam zielonookiego za rękę. Mijając blondasa "przypadkowo" dotknęłam jego biodra i puściłam oczko. 
-----------------------------------------------  
Tak wiem zawiodłam. Miałam plan dodawać co tydzień, ale wena mnie opuściła. Przepraszam. Mam nadzieję, że ten nie jest aż tak zły. Mnie osobiście nie bardzo się podoba :/ 
CZYTASZ? KOMENTUJ! TO MOTYWUJE!

piątek, 13 czerwca 2014

Rozdział 14

Przed domem Harrego stał jakiś samochód. Gdy podjechaliśmy bliżej, zauważyłam blond czuprynę przez szybę.
- Czy on nie ma swojego domu?- zapytałam z ciekawości.
- Haha, dobre- pochwalił mnie Harry. Wysiedliśmy i już stał obok nas Niall. Wszyscy podeszliśmy do bagażnika.
- No ile mog..- przerwał, gdy Harry otworzył tył- kurwa, ile wy tego nakupowaliście?!
Zaczęłam się śmiać i podniosłam ręce w obronnym geście.
- To nie ja tyle chciałam- obroniłam się. Loczek podał mi klucze do domu i razem z niebieskookim wziął torby z ciuchami. Poszłam do kuchni i otworzyłam lodówkę. Przez te zakupy zgłodniałam trochę. I strasznie mi się chciało pić! Nie zdążyłam niczego znaleźć, bo chłopacy weszli do pomieszczenia.
- To co Alice, zgadzasz się? - spytał Harry.
- Ale na co?
- Na imprezę!- zawołał Niall.
- Hmm... może być- uśmiechnęłam się.
- Okey, to idź się uszykować, a ja muszę z Tobą pogadać- powiedział zielonookim poważnie do Nialla. Wolałam się nie wtrącać, więc grzecznie poszłam do góry. Założyłam sukienkę, którą wybrał mi mój porywacz. Była to krótka czarna kiecka na ramiączkach. Do góry była koronka zasłaniająca dekolt i na dole również ją kończyła. Założyłam do niej wysoki pomarańczowe szpilki i zrobiłam mocny makijaż. Na moje nieszczęście zapomniałam w centrum kupić specjalnych soczewek. Po skończeniu wyglądałam jednym słowem zajebiście. Zeszłam na dół i zajrzałam do salonu. Na kanapie siedzieli chłopcy i o czymś gadali.
- Stary wiem, że Ty się wpakowałeś w niezłe gówno ale...- przerwał Niall, kierując wzrok na mnie.- Wow! Wyglądasz kusząco!
Za te słowa dostał chyba cios w brzuch od Harrego, bo zaczął zwijać się z bólu. Jednak już po chwili wszyscy byliśmy gotowi do wyjścia. Harry otworzył mi drzwi do auta, a niebieskooki wrzucił się (dosłownie) na tylne siedzenie. Całą drogę chłopacy gadali o bezsensownych rzeczach. Ja patrzyłam za okno i zastanawiałam się w jakie "gówno" wpakował się loczek. Nagle samochód zatrzymał się pod najlepszym klubem w mieście. Wyszliśmy z samochodu. Przy wejściu Harry i Niall przybili piątkę z ochroniarzem.
- Niezłą lalę wyrwaliście!
- Pilnuj słów- ostrzegł mój porywacz, a koleś odsunął się ukazując wnętrze klubu. Odór alkoholu i papierosów od razu dotarł do moich nozdrzy. Szczerze, to nie przeszkadzało mi to. Chciałam iść do baru, ale w połowie drogi zatrzymała mnie ręka na mojej talii.
- W tamtą stronę jest nasz stolik.
- Ale ja chcę się napić!- protestowałam.
- Za chwilę- nalegał zielonooki. Czułam się jak w powtórce koszmaru. Te same schody. Ten sam stolik. Ci sami chłopacy. Tylko dziwki się na nich zmieniły. Ostatnio co widzę to wkurwioną twarz Zayn'a. Chyba mnie uderzył. Nie wiem, bo wpadłam w szał. Porwanie, uczucia, złość- wszystko wyszło na wierzch. Zaczęłam uderzać jak popadnie. Po twarzy, torsie, kopałam ,aż w końcu trafiłam w jego czułe miejsce i upadł. Nie zdążyłam go dobić bo czyjeś ręce mnie odciągnęły. Wyrwałam się, pobiegłam do baru i zamówiłam najmocniejszego drinka. Wypiłam go na raz i widziałam jak Zayn był wyprowadzany przez Liam'a i Louis'a. Niall natomiast szarpał się z zielonookim. W końcu loczek wyrwał się i wyszedł innymi drzwiami niż wcześniej poszkodowany. Szybkim ruchem opróżniłam kolejną szklankę. Moje i blondasa oczy odnalazły się. Ruszył w moją stronę, a ja nie wiele myśląc pobiegłam do łazienki i zamknęłam się w kabinie.
- Alice, jesteś tutaj?
- Kraina czarów mnie pochłonęła!
- Ha ha ha! Bardzo śmieszne. Ale teraz otwórz.- prosił Niall. Nie wiem czemu to zrobiłam, ale w drzwiach stal już blondyn- co to było Al?
- Nie chcę gadać.
- Ok, to chodź koło umywalek i posiedzimy razem.
Damska łazienka. Dziwne, bo cała pusta. To się nie zdarza często. Usiedliśmy pod ścianą i milczeliśmy.
- Ja... przepraszam.- nie wiem czemu?!
- Nie Twoja wina. Już dawno powinien dostać łomot.
- Ale ja nie dlatego... ja znowu TO zrobiłam! A obiecałam, że nie będę... - Niall patrzył na mnie jak na idiotkę. Musiałam mu wytłumaczyć- Ja już kiedyś kogoś tak pobiłam.
- Każdemu się zdarza...- chciał pocieszyć, ale mu nie pozwoliłam.
- Mam karę w zawieszeniu. Dwa lata będę siedzieć jak Zayn powie to policji! Rozumiesz? Ja nie chcę...
- Posłuchaj on tego nie zgłosi, bo sam jest dilerem!
Zamilkłam. No tak. Jaka ja jestem głupia. Ale to nie zmienia stanu rzeczy. Pobiłam kolejnego kolesia.
- A opowiesz mi... no chyba, że  nie masz ochoty!
- Nie spoko. To było parę lat temu. Chyba miałam wtedy 15 lat. Nadal nie mogłam pogodzić się ze śmiercią ojca. Zanim moja matka zostawiła nas to mieszkaliśmy w małym mieszkaniu w bloku. Lubiłam tam przychodzić, pomimo panującej tam pustki. Puszczałam muzę na full'a w słuchawkach i tańczyłam. Tego dnia ktoś tam był. A raczej dwie osoby. Usłyszałam dźwięki, których nie mogłam znieść. Nie wiem czemu poszłam do dawnej sypialni rodziców. To co zobaczyłam... Matka w objęciach innego. Nie wiele myśląc rzuciłam się z pięściami na faceta. Już wtedy umiałam trochę sztuk walki. Ta zdzira krzyczała, że mam przestać, ale wpadłam w szał!- niebieskooki złapał mnie za rękę, a ja kontynuowałam- On ledwo oddychał. Krew lała się po całej podłodze. Podeszłam do matki i przywaliłam jej pięścią w twarz. Nic więcej nie zrobiłam, bo do mieszkania nie wiadomo skąd wpadł Noah. Żałuję, że połamałam żebra, ramię i nos kolesiowi, który właściwie nic nie zrobił, a ona miała tylko podbite oko.
- Wow! Historia jak z filmu! Nie wiedziałem, że masz tyle siły!- objął mnie ramieniem.
- Teraz jeszcze więcej.
- Ale wiesz co mnie zastanawia? Większość dziewczyn już by płakała, a Ty nic.
- To już inna historia, ale ja jestem zbyt uparta. Nie poddam się- powiedziałam to bardziej do siebie niż do niego.
- I dobrze.
- Horan! Weź małolatę i wypad z klubu!- warknął jakiś facet w czerni przy drzwiach. Wstaliśmy, a ja przechodząc obok nadepnęłam szpilką kolesiowi na nogę.
- Jestem dorosła- syknęłam.
---------------------------------------------------
I oto kolejny! :3 sorki, że tak długo czekaliście :( mam nadzieję, że się opłacało :)
CZEKAM NA KOMENTARZE!!

sobota, 31 maja 2014

Rozdział 13

Obudziłam się sama w pokoju. Na podłodze nie było śladu po legowisku Harrego. Wstałam i poszłam na dół. Zapach od razu pokierował mnie do kuchni, był bardzo kuszący.
- O! Moja chrapiąca księżniczka się obudziła.
- Co?!
- Tak ciągnęłaś komara- zaczął Harry, ale skończył ledwo powstrzymując śmiech- że spać nie mogłem.
- Żarty sobie robisz- podeszłam do niego i wsadziłam mu pace w żebra- co dobrego dla mnie masz?
- Tu są naleśniki- wskazał palcem na stos ułożonych placków. Na sam widok leci ślina- ale...
- Ale one są dla mnie!! Ty możesz zrobić sobie płatki z mlekiem- do kuchni wparował Niall z miną mordercy.
- Niall!! -skarcił go loczek.
- No dobra, dam Ci dwa- spuścił głowę jak dziecko, ale już po chwili byłam w jego objęciach- Żartowałem! Jemy na spółkę!
- Czy on zawsze musi tu być? On mi wyżera jedzenie. I zabiera Ciebie!- zwróciłam się do Harrego z miną pieska. Loczek nie wiedział co zrobić. Wybuchnęliśmy śmiechem z niebieskookim i przybiliśmy sobie piątkę.
- Za karę nie ma naleśników!
- Już będziemy grzeczni! - jak chór wrzasnęliśmy i usiedliśmy  przy stole.
- Dobre brządące- pogłaskał nas po włosach i pocałował mnie w policzek.
- Ja też chcę!- nastawił swoją prawą stronę twarzy Niall. Wybuchłam śmiechem tak mocno, że aż oplułam loczka. Po śniadaniu poszłam się wykąpać i przebrać w inne ciuchy Harrego. Gdy zeszłam na dół chłopacy oglądali mecz.
- Chcesz jechać na zakupy?- spytał loczuś.
- A mogę wyjść z Twojej twierdzy?
- Jeśli wyjdę z Tobą- uśmiechnął się cwaniacko.
- To co Niall, dziś w nocy pod drzwiami będziesz czekać?- mrugnęłam do blondasa.
- Jeżeli chcesz piec się na żywca w ogniu to ok- wywróciłam oczami i ruszyłam w stronę korytarza. Moje buty wypolerowane stały obok Harrego adidasów. Już po 10 minutach byliśmy pod centrum handlowym. Od razu ruszyłam do ulubionych sklepów, ale przy pierwszej wystawie zatrzymałam się raptownie.
- Przecież ja nie mam kasy.
- Spokojnie, ja stawiam-zero limitu- uśmiechnął się do mnie jakby czytał w myślach. Przymierzałam setki ciuchów i większość z nich brałam. Harry w ogóle nie marudził i chodził za mną posłusznie. Nie dość, że płacił to jeszcze nosił zakupy. Gdy przeszliśmy prawie całe centrum, loczek zaprowadził mnie do kawiarni. Usiedliśmy w kącie i zamówiliśmy sobie gorącą czekoladę.
 - Wiesz co, jest mały problem...
- Jaki?- wystraszyłam się.
- No bo Twoje ciuchy nie zmieszczą się pod łóżko i będę musiał posprzątać w garderobie- jęknął niezadowolony, a ja wybuchłam śmiechem. Po chwili już sączyłam czekoladę. Nagle w wejściu zarejestrowałam znajomy ruch. Nie zdążyłam się przyjrzeć, bo jakaś siła wcisnęła mnie między torby z zakupami na podłogę. Dopiero teraz zdałam sobie ile ich było! Całkiem mnie zakryły!
- Gdzie jest Alice?!- wybuchł znajomy.
- Nie wiem- powiedział bez stresu w głosie Harry.
- Jeżeli dowiem się, że coś jej zrobiłeś, zabiję Cię!
- Mam nadzieję, że najpierw odstrzelę Ci jaja.- usłyszałam kroki oddalającego się faceta.- Dobra możesz wyjść.
- Kto to był?- zapytałam, gdy wygrzebałam się z ciuchów.
- Jace.
Po tym słowie serce mi stanęło. On mnie szuka! Może powinnam wybiec i znaleźć go. Z moich rozmyślań wyrwał mnie uścisk na mojej dłoni. Byłam ciągnięta do wyjścia przez mojego porywacza. Odwróciłam głowę i zobaczyłam coś na widok czego wyrwałam się loczkowi i pobiegłam na drugą stronę fontanny.
- Gdzie uciekasz?- zapytał Harry, gdy dobiegł do mnie. Usiadłam na najbliższej ławce i schowałam twarz w dłonie. Chciałam płakać, ale nie mogłam. Nie robiłam tego od śmierci ojca. To była moja obietnica, że będę twarda.
- Hej, co się dzieje?- zaczął głaskać mnie po plecach.
- On mnie wcale nie szuka- zaczęłam i ledwo powstrzymywałam łzy- znalazł inną, całował ją, jakaś głupia blondynka, przecież on mnie kochał, jestem aż tak beznadziejna?
Swój słowotok przerwał mi uścisk mocno umięśnionych ramion.
- On jest głupcem, nie widzi, ile jesteś warta- szepnął jakby sam do siebie i dodał głośno- chodź pokarzę Ci najlepszy sklep w całym centrum. Nie chciałam iść, ale on wręcz mnie tam zaciągnął. Sklep wspaniały, ogromny i cały z bielizną. Dostałam do ręki bardzo śliczny biustonosz i majtki całe z koronki i zostałam pokierowana do przymierzalni. Nie chętnie się ubrałam, gdy zasłonka nagle się odchyliła i burza loków wparowała do mojej strefy prywatnej.
- Ślicznie wyglądasz- powiedział uwodzicielsko, a ja nagle poczułam przypływ pewności siebie.
- Naprawdę?- zarzuciłam ręce na jego szyję.
- Naprawdę- szepnął i nachylił się w moją stronę. Nie wiele myśląc pocałowałam go. Jego język bez oporów znalazł się w mojej buzi, badając wnętrze. Jego ręce zaczęły wędrować od ramion do talii, a ja bawiłam się loczkami. Nagle jego ręce powędrowały do moich mało okrytych pośladków. Przerwałam pocałunek i odsunęłam się.
- Nie przesadzaj!- powiedziałam.
- Dokończymy w domu- mrugnął okiem, uśmiechnął się i wyszedł. Przewróciłam oczami i przebrałam się w moje ciuchy. Wyszłam i ruszyłam w stronę kasy. Na ladzie leżała już pełna torba zakupów. Harry zapłacił i wyszliśmy.
- Jesteś śliczna- powiedział mi prosto do ucha i złapał mnie za rękę.
---------------------------------------------
I oto kolejny! :3
Miał być wczoraj, ale nie zdążyłam przepisać xD mam nadzieję, że się nie zawiedliście :p czekam na KOMENTARZE :D
Zapraszam na stronkę ze spisami fanfiction :D www.spisfanfiction.blogspot.com

piątek, 23 maja 2014

Rozdział 12

Nagle w oczach Niall'a pojawiła się panika. Ale Harry ze spokojem odszedł od kuchenki.
- Luz, to na pewni Liam- rzucił- a Ty siadaj, śliczna.
Zrobiłam jak kazał, w końcu to on mnie porwał. Po chwili do pomieszczenia weszło dwóch chłopaków.
- O siema Alice- uśmiechnął się do mnie jeden- pamiętasz, Louis jestem.
-Pamiętam.- podszedł do mnie i podniósł mnie z krzesła przytulając.
- Wiedziałem, że loczuś nie wytrzyma 48 godzin trzymając Cię w piwnicy.
- No dobra, dobra! Wygrałeś!- drugi mężczyzna wyciągnął dychę i podał Louis'owi.
- Ha! Mówiłem Liam, że zawsze mam rację!
- No dzięki chłopaki, że się o mnie zakładacie- zrobił obrażoną minę- głodna?
Potrząsnęłam ochoczo głową i już po chwili stał przede mną talerz z naleśnikami, a obok słoik z dżemem jabłkowym. Zaczęłam szybko pałaszować danie.
- Ej! Dla niej zrobiłeś, a ja to co?- oburzył się blondas. Wszyscy wybuchli śmiechem. Po skończonym posiłku przenieśliśmy się do salonu z ogromną plazmą. Przez cały ten czas nie odzywałam się, chyba, że ktos zadał mi pytanie. Usiedliśmy na kanapie, a Niall włączył telewizor i nastawił na mecz Irlandii. Chłopacy cały czas pili piwo. Nie wiem w którym momencie stałam się senna, ale położyłam głowę na ramię Harrego i zamknęłam oczy. Ocknęłam się, gdy było już po meczu, na stole stało dwa razy więcej puszek, a wszyscy zbierali się do chaty. Harry wstał z kanapy i poszedł odprowadzić gości, a ja poczłapałam za nim. Każdy przytulił mnie i powiedział "dobranoc", Louis dodatkowo potargał mi włosy. Gdy zamknęli drzwi przeszedł mnie dreszcz.
- Zimno Ci?- zamruczał Harry i zbliżył się do mnie- Chodź to Cię rozgrzeję, śliczna.
Napierał na mnie tak, że uderzyłam plecami o ścianę. Było od niego  czuć alkohol.
- Zostaw mnie- szepnęłam, ale on nie zwracał uwagi. Jego ręce były już na mojej talii. Usta miał coraz bliżej moich. Nagle sięgnął dłonią niżej i ścisnął mój pośladek.
- Pozwól się rozgrzać -powiedział niskim uwodzicielskim głosem i przyssał się do mojej szyi. Durgą ręką odgarnął moje włosy i robił mokrą ścieżkę coraz wyżej.- Daj się ponieść emocjom.
Ja jednak nie miałam zamiaru tego robić i szybkim ruchem wyrwałam się z jego objęć. Ruszyłam w stronę salonu, ale zatrzymałam się, gdy warknął:
- Mnie się nie odmawia! Będzie kara.
- Sama trafię do piwnicy.- jedyne co mogłam powiedzieć i szybko pobiegłam do schodów w dół. Gdy wbiegłam do pomieszczenia od razu usiadłam pod ścianą. Zakryłam twarz dłońmi i zaczęłam płakać. Nie wiem jak długo tak siedziałam, ale poczułam ciepłe dłonie na moich. Nie ruszałam się nawet.
- Przepraszam- szepnął- spójrz na mnie.
Nie wiem co mnie skłoniło do tego, że opuściłam dłonie. Może ten smutny głos. W jego oczach kryła się skrucha i ból.
- Nie chciałem Cie urazić- otarł moje łzy kciukami nadal trzymając moje dłonie w swoich- po alkoholu często mi odwala, a do tego zapomniałem jaka jesteś delikatna.
Delikatna? No dzięki...
- Nie jestem delikatna. Nic o mnie nie wiesz- warknęłam.
- Proszę, opowiedz mi o sobie- wręcz błagał.
-Jestem zmęczona- oznajmiłam i wyrwałam swoje dłonie z uścisku. Wstał, złapał mnie za łokcie i podniósł do pozycji pionowej.
- W takim razie idziemy spać!- złapał mnie w pasie i przerzucił jak worek ziemniaków.
- Gdzie..? Dokąd mnie niesiesz?- zaczęłam się wiercić, jednak już po chwili zrezygnowałam. Był zbyt silny. wszedł po schodach na piętro i kopniakiem otworzył drzwi. Położył mnie na czymś miękkim. To było łóżko- jego łóżko.
- Chcesz skorzystać jeszcze z łazienki?- pokręciłam przecząco głową i wtoczyła się wyżej na materac.- Spoko.
Wcisnął przycisk obok światła i momentalnie rolety pozamykały się. Zamknął dom i włączył alarm. Zgasił światło i zaczął się rozbierać. Po chwili miejsce obok mnie zaczęło skrzypieć.
- Co Ty robisz?- zapytał zdziwiony, gdy zabrałam narzutę i zsunęłam się na podłogę.
- Idę spać- oznajmiłam.
- Na podłodze?
- Nie będę spać obok Ciebie- nagle wstał i już bałam się, że wrócę do piwnicy, ale Harry poszedł do włącznika. W pomieszczeniu zrobiło się jasno. Podszedł do szafy, wyciągnął drugą kołdrę i poduszkę. Rzucił obok mnie.
- Nie będziesz spać księżniczko na ziemi.- powiedział, nachylił się i podniósł mnie na łóżko. Pocałował mnie w czoło. Zgasił światło i położył się obok na podłodze. Wyplątałam rękę z kołdry i dotknęłam nią policzka loczka. On wziął ją w swoją i pocałował wewnętrzną stronę.
- Dziękuję- szepnęłam, a on w odpowiedzi złączył nasze palce. Byłam tak zmęczona, że nawet nie wiem kiedy zasnęłam
---------------------------------------
Hej! Przepraszam, że tak Was zaniedbałam! :c ale szkoła, wycieczka a do tego BRAK WENY zrobiły swoje... mam nadzieję, że zmotywujecie i wyślecie trochę weny przez KOMENTARZE :)

sobota, 3 maja 2014

Rozdział 11

Po przebudzeniu bolała mnie strasznie głowa. Było mi zimno. Szybko otworzyłam oczy. Wszędzie ciemno. Próbowałam sobie przypomnieć co się wczoraj stało, ale nic nie pamiętałam od momentu tańca na środku parkietu. Co się później działo? Wstałam chwiejąc się. Dlaczego mam na sobie męską marynarkę? Co tu się kurwa stało? Podeszłam do drzwi, nacisnęłam klamkę i nic. Raz, drugi, trzeci...
- Kurwa!- krzyknęłam i uderzyła w drzwi piąstką.
- Nie tak ostro, śliczna- zgrzytanie klucza w zamku, nciśnięcie klamki, słup światła i ta morda- śniadanko przyniosłem!
- Możesz mi kurwa wytłumaczyć o co tu chodzi?!
- Zostałaś uprowadzona- nienawidzę Zayn'a!
- Jak... przecież... narkotyki!- Harry uśmiechnął się, że nareszcie zrozumiała,.
- Brawo pędziwiatrze!- uśmiechnął się złośliwie Zayn.- Zostaw jej tą tacę i wracaj na górę.
Harry wykonał polecenie, a ja nawet nie spojrzałam na niego. Usłyszałam zamykanie drzwi i przekręcanie klucza. Poprostu wspaniale! Zamknięta, sama i do tego w rozerwanej spódniczce i marynarce Harrego! Szybko zdjęłam ją i rzuciłam w kąt. Już wolę zmarznąć niż nosić jego marynarkę. I co ja mam teraz zrobić? Usiadłam pod ścianą i oparłam głowę. Musiałam być nieźle zmęczona, bo nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
Gdy się obudziłam, otworzyłam oczy z nadzieją, że to wszystko był sen. Pomyliłam się jednak. Byłam cała zmarznięta i głodna. Ale za nic w świecie nie ruszę tego żarcia od niego! Nagle usłyszałam zgrzytanie drzwi.
- Hej śliczna- urwał raptownie Harry- nic Ci nie jest?
Już chciałam wypalić tekst o opiekuńczości, ale ugryzłam się w język. Będzie strajk głodowy i nie będę się do niego odzywać. Podbiegł do mnie, gdy ukucnął w jego oczach kryło się przerażenie.
- Al? Alice? Nie rób sobie żartów!- potrząsnął mną. Spojrzałam na niego z wzrokiem mordercy.- A rozumiem. Strajk.
Podniosłam się z podłogi i zachwiałam się, lecz nie zdążyłam upaść, bo ręce Harrego szybko mnie złapały.
- Nic nie zjadłaś, prawda?- spojrzał ze smutkiem na pełną tacę.- Chodź wykąpiesz się i zjesz coś.
Tym mnie zaskoczył! On chce coś dla mnie zrobić! Nie wiedziałam jednak jaki jest ukryty podstęp, więc zaczęłam się sprzeciwiać. Nie trwało to długo, ponieważ wziął mnie na ręce i zaniósł. Nie wiem jak długo siedziałam w piwnicy, ale gdy tylko wyszliśmy na parter, oślepiło mnie światło. Jęknęłam i ukryłam twarz w piersi Harrego. Mój porywacz tylko się zaśmiał i zaniósł na piętro. Otworzył drzwi kopniakiem i posadził na wannie.
- Poczekasz tu na mnie grzecznie?- zapytał podejrzliwie.- Wracam za pięć minut.
Wyszedł. Światło nadal było oślepiające, a do tego te biało-zielone ściany. Łazienka była duża z dwoma umywalkami, ogromnym lustrem, wanną, prysznicem i kwiatami. Naprawdę musi mieć kasy. Wstałam i podeszłam do lustra. Na twarzy miałam pełno zadrapań, siniaków. Włosy posklejane od potu, kurzu, a nawet błota. Miałam tak brudną buzię, że nawet nie wiedziałam czy mam rozmazany makijaż. Już miałam odkręcić wodę i zmyć brud, ale w tym momencie do pomieszczenia wszedł Harry z ręcznikami i jakimiś ubraniami.
- Przyniosłem dla Ciebie moją koszulę i bokserki, a jak chcesz możesz wyprać bieliznę.- podszedł do mnie- wyczyścimy Cię, śliczna.
Zaczął mnie rozbierać. Odsunęłam się od niego z szybkością pantery i przyjęłam pozycję podstawową z boksu. To że zabrał mi broń nie oznacza, że nie umiem się bronić.
- Ej, ej! Ja mam pokojowe zamiary- uśmiechnął się delikatnie- No dobra to ja się odwrócę i wypiorę Twoje ciuchy, a Ty wskakuj pod prysznic.
Na szczęście prysznic miał pociemniane szyby, więc mnie nie widział. Oczywiście rozebrałam się w środku, tak żeby nie mógł nic zobaczyć. Ciepła woda, tego było mi trzeba. Byłam tak brudna, że woda od razu robiła się brązowa. Po pięciu minutach odwróciłam się przodem do Harrego. Stał nad umywalką, piorąc coś ręcznie. Jego mięśnie na plecach rozkurczały się i skurczały. Nagle wrzasnęłam i szybko odsunęłam się od strumienia wody.
- Co się stało?- mój porywacz stał pod kabiną.
- Zimno.
Szybko umyłam włosy i ciało. Wyciągnęłam rękę, aby sięgnąć po ręcznik, ale na nic nie natrafiłam. Podniosłam głowę i ujrzałam stojącego Harrego z rozłożonym ręcznikiem na długość jego ramion.
- Daj.
- No chodź śliczna- zachęcał przecudnym uśmiechem.
- Nie.- i zamknęłam drzwi od prysznica.
- No dobra, wygrałaś.- dał mi ręcznik i położył ciuchy na blacie obok umywalki.- Ubierz się i zejdź na dół. Będę w kuchni.
Wytarłam się, założyłam bieliznę i wciągnęłam przez głowę jego koszulkę, sięgała mi do połowy ud. Jego bokserki były tak duże, że na mnie leżały jak krótkie spodenki. W szafie miałam jeszcze krótsze sukienki, więc nie krępowałam się długością mojego stroju. Jednak ten zapach. O Boże, wariuję Jabłka- to chyba tak pachniał jego szampon. Wytarłam włosy i zdałam sobie sprawę, że nigdzie nie znalazłam suszarki, był tylko grzebień. No nic, trzeba było się zadowolić tym co było. Wyszłam z łazienki na boso. Ruszyłam ku schodom i poczułam przecudny zapach, dopiero teraz przypomniałam sobie jak jestem głodna. Zeszłam na dół i stanęłam w progu kuchni jak wmurowana.
- Alice, pamiętasz Niall'a z klubu?- zapytał Harry.
- Tak- powiedziałam prawie szeptem. Blondyn odwrócił się w moją stronę i jego uśmiech zniknął.
- Stary, co ona tu robi? Wiesz, że jak Zayn...
Rozległo się pukanie do drzwi.
--------------------------------------------------
Oto kolejny rozdział! I co sądzicie ? :)

sobota, 26 kwietnia 2014

Rozdział 10

Po 5 minutach siedziałam już w samochodzie Jace'a. Ciekawe kiedy zauważy, że zwinęłam mu kluczyki. Gdy podjechałam pod budynek było już bardzo mało aut. Impreza najwyraźniej się skończyła. Wysiadłam z pojazdu i ruszyłam ku wejściu. W drzwiach wpadł na mnie jakiś facet.
- Co robisz ślepoto?!
- Ja?! To Ty...- urwał w połowie zdanie. Podniosłam głowę i aż się ucieszyłam, że na mnie wpadł.- Witaj śliczna, myślałem, że już się nie zobaczymy.
- Właściwie to ja z Tobą chciałam się spotkać.
- Doprawdy w jakiej sprawie?- już miałam mu powiedzieć, ale jakiś mężczyzna "odbił" jego uwagę ode mnie. Mówił coś do niego. Nie rozumiałam, to było chyba po francusku. Jedyne co zrozumiałam to zdanie wypowiedziane przez Harrego "Zayn zajmij się nią" i odszedł. Nie wiedziałam co się dzieje, więc wyciągnęłam z torebki papierosy przy okazji sprawdzając czy mam broń. Oczywiście na swoim miejscu. Nie zwróciłam uwagi, że ktoś podszedł.
- Ognia?- nadstawiłam papierosa.
- Dzięki.
Staliśmy tak chwilę. Zaczęłam przyglądać się mężczyźnie. Wysoki, lekko umięśniony, krótko obcięty brunet. Największe wrażenie zrobiły na mnie jego tatuaże.
- Co przedstawiają?- wskazałam na jego prawe ramię całe pokryte tuszem.
- Wszystkie ważne momenty aż do zwykłych zachcianek i przypałów z kolegami.- powiedział głębokim oraz szorstkim głosem. Patrzył na mnie. Ale nie tak subtelnie. On się na mnie gapił. Gdy skończyłam palić, wyrzuciłam niedopałek i wyciągnęłam telefon.
- Podaj mi numer Harrego.
- Prośba czy rozkaz?
- Rozkaz- pewność siebie 1:0 dla mnie.
- Nie- 1:1
- Bo ?
- Harry czeka w klubie.
- Jakim ?
- Najlepszym.
- Zawsze jesteś taki tajemniczy?
- Tylko dla Ciebie- uśmiechnął się łobuzersko. Zrezygnowana schowałam telefon i wyciągnęłam kluczyki od samochodu Jace'a.
- Pojadę za Tobą.
- O nie, nie. Jedziemy moim.
- Zgoda.- poszłam za nim do luksusowego Bentley'a. Jak na faceta przystało, otworzył mi drzwi. Gdy ruszyliśmy przypomniałam sobie, że on nie wie jak mam na imię.
- Alice.
-Wiem- uśmiechnął się- Harry non stop o Tobie mówi.
- Psychol z niego?
- Nie. Ja mam na imię Zayn.
I nastała cisza. Po 10 minutach byliśmy w najlepszym klubie w mieście. Nawet nie przejmowałam się moim wyglądem. Muszę dorwać tego gnojka! Po wejściu jak zwykle nic nie widziałam, bo oślepiły mnie światła dyskotekowe. Nagle poczułam rękę w talii. Jego rękę.
- Zaprowadzę Cię do stolika, śliczna.- nie puszczając mnie przeciskał się przez tłum tańczących. Zaprowadził mnie do góry, do stolików VIP. Siedziało przy "naszym" jeszcze czterech innych mężczyzn i jakieś 2 zdziry.
- Chłopaki oto Alice- ogłosił Harry. -To jest Louis, Liam, Niall i Zayn'a już znasz.
Wszyscy przyglądnęli mi się uważnie. Laska na kolanach Niall'a poruszyła się niecierpliwie, a druga wręcz pożerała Harrego wzrokiem. Chyba była z nim, ale pojawiłam się ja i myśli, że jestem jej konkurencją. Co to to nie!
- Hej -przywitałam się. Nie minęła chwila, a już byłam całowana po policzkach i przytulana.
- Jakiego chcesz drinka, skarbie? -zapytał Liam.
- Wódkę z ananasem - odwzajemniłam uśmiech. Usiadłam między Harrym a Niall'em. Po chwili dostałam mój napój. Pociągnęłam łyka i uświadomiłam sobie jak dawno nie piłam alkoholu.  Gdy ja opróżniałam szklankę chłopacy poszli tańczyć. Zostaliśmy sami.
- Zatańczymy?- nie wierzyłam, że to powiedziałam!
Po dwóch minutach byliśmy już na parkiecie. Wywijałam biodrami, ocierałam się o Harrego, podniecałam go. Tego wieczoru wypiłam jeszcze dwa drinki, ale nie panowałam nad sobą...
-------------------------------------------------------------
I jak oceniacie ? :D

wtorek, 15 kwietnia 2014

Rozdział 9

Zatańczyliśmy do kilku piosenek. Zaprosił mnie na drinka. Nie miałam jak odmówić. Jak zawsze starałam się nie słuchać, aby się do niego nie przywiązać. Jace siedział blisko w razie czego. Po 30 minutach stwierdziłam, że już czas. Zapytałam się go czy nie wyszedłby ze mną, ponieważ muszę zapalić. Udało się! Mrugnęłam do Jace'a. Ruszył za nami.
- Przepraszam, mogę prosić panią na słowo?- znowu ten debil!
- Jestem zajęta, nie mam czasu- odpowiedziałam grzecznie, posyłając mu mordercze spojrzenie. Na szczęście dał za wygraną. Dlaczego ten Harry utrudnia mi życie?!
Wyszłam na dwór razem z moim celem. Już widziałam zbliżający się samochód Noah'a.
- Nie ładnie mieć długi- uśmiechnęłam się do zdezorienowanego mężczyzny. Właśnie w tym momencie Jace złapał go za ramię, a drzwi otworzyły się od samochodu. Wepchnęli go do środka beż zatrzymywania się.
- Dobra akcja- posłał mi uśmiech Jace i złapał mnie za rękę. Nie protestowałam. Podeszliśmy do jego auta. Otworzył mi drzwi. Usiadłam się na miejscu pasażera, a po chwili już jechaliśmy.
- Wkurwić Cię jak zawsze?
- Nie dzięki, ten idiota, Harry, wystarczająco podniósł mi ciśnienie- odpowiedziałam mu bardziej oschle niż zamierzałam. Spojrzał się na mnie podejrzliwie, ale nic nie powiedział. Całą drogę milczeliśmy. Po dojechaniu do naszej tajnej kryjówki nie czekałam aż Jace otworzy mi drzwi. Wyszłam z samochodu mocno uderzając szpilkami w beton. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak bardzo tego potrzebuję. Byłam już przy wejściu, gdy usłyszałam, że mój towarzysz dorównał mi kroku.
- Dasz radę- wyszczerzył się Jace i klepnął mnie w lewy pośladek. Gdyby wzrok mógł zabijać! Weszłam do pomieszczenia w momencie zakończenia wiązania faceta przez Simona i Chad'a. Powysyłali sobie porozumiewawcze spojrzenia. Zdjęłam marynarkę i związałam włosy w kucyka. Moje rysy twarzy wyglądają wtedy surowiej. Dałam chłopakom znak, że mogą odwrócić krzesło z nieszczęśnikiem, gdy sama wzięłam mój pistolet. Twarz mojej ofiary była wykrzywiona z bólu i przerażenia.
- Odsłońcie mu usta- rozkazałam. Moi towarzysze byli bardzo zdziwieni, ale to ja tu teraz rządziłam, więc zrobili to co chciałam. Podeszłam bliżej krzesła.
- Błagam nie...
- Shhh...- uspokoiłam go- jak masz na imię?
Mówiłam to beztrosko, tak jakbyśmy prowadzili nadal spokojną rozmowę przy drinku.
- Pio... Piotr- jego głos się łamał.
- Jak ślicznie!- wyszczerzyłam się. Podeszłam jeszcze bliżej.
- To co Piotrze, było warto ćpać?- patrzył na mnie nie zrozumiałym wzrokiem.
- Ja nie ćpam- powiedział pewnie, ale dodał smutno- ale moja żona...
- Ohh... jak przykro! Ale dług ma coś, a raczej dużo- byłam tak zła na Harrego, że nawet nie współczułam temu kolesiowi. Zbliżyłam się jeszcze bardziej. Nachyliłam się tak, że miał idealny widok na mój biust.
- To co wolisz kulkę czy czas ?- mruknęłam mu do ucha.
-Czas - powiedział nie pewnie.
- Dobra odpowiedź- powiedziałam, szczerząc zęby i siadając na nim okrakiem- ale wiesz, że tak wolno Cię nie puścimy, co? Musimy jakoś Ci pomóc zapamiętać o nas. No i teraz znowu mam dwie opcje. Rozcięta warga i podbite oko czy skopany brzuch i rozcięta ręka ?
Piotr patrzył na mnie z przerażeniem. Kocham to uczucie, gdy inni się mnie boją. Koleś nie wiedział co powiedzieć.
- Hmm... skoro jesteś niezdecydowany to wszystko na raz?
- Nie... proszę...- zrobił błagalne oczy, co mnie jeszcze bardziej rozłościło.
-Chłopacy dajcie mi żyletkę- nie jestem masochistką, ani nie lubię sprawiać bólu innym, ale dziś coś mnie napadło. Wzięłam od Lucka potrzebne ostre narzędzie i zbliżyłam do twarzy Piotra. Jego oczy były rozszerzone w nienaturalny sposób. Czaiło się w nich przerażone, zdziwione i ból.
- Wiesz co Piotrze, oszczędzę Twojej twarzyczki- lekka ulga- a może jednak nie.
Znowu się napiął ze strachu, gdy przyłożyłam ostrze do jego policzka. Lubię bawić się uczuciami i obserwować reakcje. Zbliżyłam i oddaliłam jeszcze kilka razy żyletkę. Za ostatnim razem przybliżyłam tak blisko, że Piotr zamknął oczy. Skórę a ostrze dzieliły milimetry, gdy zamiast dotknąć go zimnym przedmiotem, musnęłam jego policzek małym palcem. Piotr drgnął, a mój uśmiech wyglądał pewnie jak u psychopaty.
- Cii... spokojnie- szepnęłam- pokażę Ci co tracisz mając żonę.
Poruszyłam biodrami zataczając koło. Ustawiłam żyletkę w ukosie do jego dolnej wargi i jednym ruchem rozcięłam ją. Krew zaczęła płynąć. Miał zamknięte oczy.
- Już możesz otworzyć- powiedziałam, a on posłusznie wykonał. Zbliżyłam jeszcze bardziej moje biodra.
- A co powiesz na...
- Al... koniec!- powiedział Noah tak donośnie, że aż odwróciłam głowę w jego stronę.
- Przykro mi, musimy się pożegnać Piotrze- powiedziałam i pocałowałam go w policzek. Wstałam, rzuciłam żyletkę na stół, wzięłam marynarkę z torebką i wyszłam z pomieszczenia. Muszę coś jeszcze załatwić...
-------------------------------------------------------
taaa daaaa! :D i co jak oceniacie ? =)